<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Imponderabilne podróże</title>
	<atom:link href="http://siledhel.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://siledhel.wordpress.com</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Mon, 16 May 2011 19:17:43 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='siledhel.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://0.gravatar.com/blavatar/ab50a4b2f6c644a2540f9aa7d58d6c8e?s=96&#038;d=http%3A%2F%2Fs2.wp.com%2Fi%2Fbuttonw-com.png</url>
		<title>Imponderabilne podróże</title>
		<link>http://siledhel.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://siledhel.wordpress.com/osd.xml" title="Imponderabilne podróże" />
	<atom:link rel='hub' href='http://siledhel.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>Szkic piórem: „Z ust do ust” Tadeusza Różewicza</title>
		<link>http://siledhel.wordpress.com/2010/12/19/szkic-piorem-%e2%80%9ez-ust-to-ust%e2%80%9d-tadeusza-rozewicza/</link>
		<comments>http://siledhel.wordpress.com/2010/12/19/szkic-piorem-%e2%80%9ez-ust-to-ust%e2%80%9d-tadeusza-rozewicza/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 19 Dec 2010 20:30:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[otium negotiosum]]></category>
		<category><![CDATA[poezja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://siledhel.wordpress.com/?p=742</guid>
		<description><![CDATA[Po pierwszej lekturze wiersz Tadeusza Różewicza Z ust do ust wydaje się dość prostą refleksją nad zjawiskiem karłowacenia idei pod wpływem: czasu, mediów, marnych interpretatorów, szarlatanów wykorzystujących ją do własnych celów. Idea z każdym kolejnym przekazem „z ust do ust” traci coś ze swej treści, wartości – jak w popularnej wśród przedszkolaków zabawie w „głuchy [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=siledhel.wordpress.com&amp;blog=8713237&amp;post=742&amp;subd=siledhel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po pierwszej lekturze wiersz Tadeusza Różewicza <em>Z ust do ust</em> wydaje się dość prostą refleksją nad zjawiskiem karłowacenia idei pod wpływem: czasu, mediów, marnych interpretatorów, szarlatanów wykorzystujących ją do własnych celów. Idea z każdym kolejnym przekazem „z ust do ust” traci coś ze swej treści, wartości – jak w popularnej wśród przedszkolaków zabawie w „głuchy telefon”. Spróbujmy jednak przyjrzeć się utworowi dokładniej.</p>
<p>Pierwszy wers: ideja. Dlaczego nie – „idea”? Czy to typowa dla Różewicza ironia? Użycie mocno potocznego i niezgodnego z normą wariantu wymowy ma służyć podkreśleniu dystansu do tego pojęcia? Ma sugerować miałkość znaczenia słowa, które przecież znaczyć może wszystko (szczególnie dziś)? A może wręcz przeciwnie: Różewicz stara się dogrzebać do korzeni języka i zwraca uwagę, że przecież tak właśnie powinniśmy to słowo wymawiać, gdybyśmy chcieli pamiętać o jego szacownym, greckim rodowodzie. Mielibyśmy tu do czynienia znów z czymś typowo Różewiczowskim: dogrzebywaniem się do jądra języka, próbą osiągnięcia największej możliwej klarowności. Które z tych dwóch wyjaśnień jest prawidłowe? Może oba.</p>
<p>Wiersz syntagmatyczny, stosowany przez Różewicza po mistrzowsku (nie bez przyczyny zwany przecież „różewiczowskim”) daje nam przynajmniej dwa sensy w kolejnym strofoidzie. Przede wszystkim: „ideja ma język” – mimo że dalszy ciąg istnieje, to mamy prawo zastanowić się już nad sensem tego jednego wersu („ma język”). Jest to jakby pretensja do idei, że ma język – język, którym musi być wypowiedziana i przekazana, ale który w naturalny sposób ją ogranicza; przeciez Ludwig Wittgenstein powiedział: „granice mojego języka są granicami mojego świata”. Idea jest więc skazana na porażkę właściwie już od początku. Zostawmy na razie ten wątek, rozwiniemy go jeszcze przy omawianiu ostatniej, puentującej utwór strofy. Wróćmy do – drugiej. Idei nie tylko język po prostu przynależy, jest on dodatkowo „piękny i pokrętny jak wąż w raju”. Czyli – niezbyt dobry (delikatnie mówiąc – wszak wąż w Raju to sam Szatan). Jeśli Księga Rodzaju, to od razu nasuwa się na myśl „na początku było Słowo” – słowo z ideą nierozerwalnie związane.</p>
<p>Czy jednak język musi ideę ograniczać? Tak napisaliśmy wyżej, okazuje się wszak, że nie musi być to prawdą: „z ust filozofa wychodzi czysta”. Zatem język daje możliwości klarownego przekazu, ba! są ludzie, którzy tę możliwość potrafią wykorzystać i przekazać swą myśl taką, jaka ona jest&#8230; w rzeczywistości? Ale ona od „rzeczywistości” jest zbyt daleka. Filozof może wypowiedzieć swoją ideę, jednak <em>w pełni </em>nie zrozumie jej nikt poza nim – bo idea narodziła się w duszy, a dusza od ciała jest tak samo daleka jak idea od języka. Więc jednak – nie da się?</p>
<p>„Rzeczywistość” – to pragmatyka. Dziś język wykorzystywany jest jako narzędzie manipulacji, rządzenia. Idea jest daleka od świata (chciałoby się powiedzieć za Mickiewiczem: „w świecie, ale nie dla świata”), więc trzeba ją przyciąć na miarę motłochu. Idea staje się pastwą polityków, kapłanów i działaczy – ludzi, którzy wykorzystają ją dla własnych celów, ale przede wszystkim: nie zrozumieją jej; nie tylko dlatego, że są zbyt głupi (mogą tylko „przeżuć” – jak krowa na pastwisku), ale też dlatego, że ich nie interesuje; chcą wiedzieć tylko, jak wykorzystać ją do własnych celów – wypluć na głowy obywateli. Tutaj przypomina sie wspomniana zabawa w „głuchy telefon” i związek z tytułem: politycy nie zrozumieli idei i niezrozumianą podają dalej ludziom – którzy nie zrozumieją jej jeszcze bardziej!</p>
<p>Wśród tego Pandemonium pojawia się coś jeszcze gorszego – dziennikarz, którego interesuje jedynie sensacja, chwytliwy tytuł, liczba sprzedanych egzemplarzy szmatławca, do którego pisze. Doprawia więc ideę „śliną \ arogancją \ prowokacją” i – wydala. Ot, dzisiejsze dziennikarstwo. Wypluwanie, wydalanie – piękne przykłady charakterystycznej dla Różewicza dosadności i ironii (tego Różewicza, który pisał o „nowych wierszach”, że to „<em>żałosna </em>[podkreślenie moje] nazwa na wiersze napisane ostatnio”). Idea rośnie w ustach (jak – plotka) po czym „sięga bruku” – nawiązanie do słynnego wiersza Cypriana Norwida (którego pragnienie, „aby odpowiednie dać rzeczy słowo”, doskonale pasuje do omawianego utworu) <em>Fortepian Chopina</em>.</p>
<p>Idea jest jak prostytutka – każdy może ją wykorzystać wedle woli, użyć do własnych celów. Dość brutalne porównanie, trzeba przyznać, ale czyż nie taki jest świat – brutalny?</p>
<p>Idea na oczach całego świata zmienia się w narzędzie zbrodni – mało takich przykladów mieliśmy w historii? Netzsche, który rzekomo (?) zainspirował faszyzm niemiecki, marksizm – żeby wspomnieć tylko o tych najbardziej współczesnych. Na pierwszym miejscu wspomnieliśmy o Niczem nie bez przyczyny – przecież jest jednym z ulubionych filozofów Różewicza. Autor wydaje się mieć jednak pretensje do filozofów, że pozwalają na takie haniebne kupczenie własnymi ideami: „a co robi filozof”. Filozofa nie obchodzą ludzkie sprawy – on odchodzi i milczy, nie patrząc za siebie.</p>
<p>Różewicz chyba nie do końca usprawiedliwia takie zachowanie. Ostatni strofoid jest apelem, by brać odpowiedzialność za własne słowa. Bo zbrodnią nie są idee same w sobie (to, co wchodzi do ust) – zbrodnią może być <em>wypowiedzenie </em>idei (to, co z ust wychodzi). Jeśli nawet nie – zbrodnią, to czymś czyniącym filozofa „nieczystym”. Tak jakby język z samej swej natury musiał skażać czystość myśli. Przypomnijmy sobie Wielką improwizację, w której Mickiewicz (ustami Konrada) ubolewa nad niemożnością pełnego oddania myśli w języku – nad tym samym  głowi się Różewicz. Stąd „śmierć poezji”, stąd poetyka milczenia&#8230;</p>
<p style="text-align:center;">***</p>
<p style="text-align:center;">&nbsp;</p>
<p style="text-align:center;"><strong>Z ust do ust</strong></p>
<p style="text-align:center;">&nbsp;</p>
<div style="float:left;width:180px;text-align:left;border-right:1px solid black;margin-left:44px;">ideja&nbsp;</p>
<p>ma język<br />
piękny i pokrętny<br />
jak wąż<br />
w raju</p>
<p>z ust filozofa<br />
wychodzi czysta<br />
daleka<br />
od &#8222;rzeczywistości&#8221;<br />
jak dusza od ciała</p>
<p>wtedy bierze ją<br />
na język<br />
polityk kapłan<br />
działacz</p>
<p>przeżuwa<br />
i wypluwa na głowy<br />
obywateli</p>
<p>z ust polityka<br />
wyjmuje ideję<br />
dziennikarz<br />
przyprawia śliną<br />
arogancją<br />
prowokacją<br />
i wydala przez środki<br />
&#8222;masowego przekazu&#8221;</p>
</div>
<div style="float:right;width:190px;text-align:left;border:0 solid black;padding-left:0;">ideja rośnie w ustach<br />
ideja sięga bruku&nbsp;</p>
<p style="text-align:left;">wychodzi na ulicę<br />
zatacza się<br />
jak pijana prostytutka<br />
na prawo i na lewo</p>
<p style="text-align:left;">ideja przechodzi<br />
z rąk do rąk<br />
na oczach<br />
oniemiałego świata<br />
zamienia się<br />
w narzędzie zbrodni</p>
<p style="text-align:left;">a co robi filozof</p>
<p style="text-align:left;">on milczy i odchodzi<br />
nie oglądając się<br />
za siebie</p>
<p style="text-align:left;">jakby nie słyszał słów:</p>
<p style="text-align:left;">&#8222;Nie to, co wchodzi do ust,<br />
czyni człowieka nieczystym,<br />
ale to, co z ust wychodzi,<br />
to go czyni nieczystym&#8230;&#8221;</p>
</div>
<p style="text-align:right;clear:both;">Tadeusz Różewicz</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/siledhel.wordpress.com/742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/siledhel.wordpress.com/742/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/siledhel.wordpress.com/742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/siledhel.wordpress.com/742/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/siledhel.wordpress.com/742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/siledhel.wordpress.com/742/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/siledhel.wordpress.com/742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/siledhel.wordpress.com/742/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/siledhel.wordpress.com/742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/siledhel.wordpress.com/742/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/siledhel.wordpress.com/742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/siledhel.wordpress.com/742/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/siledhel.wordpress.com/742/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/siledhel.wordpress.com/742/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=siledhel.wordpress.com&amp;blog=8713237&amp;post=742&amp;subd=siledhel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://siledhel.wordpress.com/2010/12/19/szkic-piorem-%e2%80%9ez-ust-to-ust%e2%80%9d-tadeusza-rozewicza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/6b5597131ee318c1f8fd066eaaa845eb?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">Siledhel</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Lekcja poetyki</title>
		<link>http://siledhel.wordpress.com/2010/07/07/tomasz-mann-wybraniec/</link>
		<comments>http://siledhel.wordpress.com/2010/07/07/tomasz-mann-wybraniec/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Jul 2010 11:46:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[otium negotiosum]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://siledhel.wordpress.com/?p=646</guid>
		<description><![CDATA[Wybraniec Tomasza Manna wobec wzorca legendy hagiograficznej: stylizacja, parodia, &#8230;? O Wybrańcu Tomasza Manna można by pisać dużo – mimo swej niepozorności, jest bowiem powieścią ze wszech miar wybitną. Doskonała pod względem językowym, odwołująca się do tradycji w sposób tak bezpretensjonalny, że lektura jest niczym innym, jak czystą przyjemnością, reinterpretująca znaną od dawna historię, i [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=siledhel.wordpress.com&amp;blog=8713237&amp;post=646&amp;subd=siledhel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><em>Wybraniec</em> Tomasza Manna wobec wzorca legendy hagiograficznej: stylizacja, parodia, &#8230;?</strong></p>
<p>O <em>Wybrańcu</em> Tomasza Manna można by pisać dużo <span style="font-family:&amp;">–</span> mimo swej niepozorności, jest bowiem powieścią ze wszech miar wybitną. Doskonała pod względem językowym, odwołująca się do tradycji w sposób tak bezpretensjonalny, że lektura jest niczym innym, jak czystą przyjemnością, reinterpretująca znaną od dawna historię, i tak dalej, i tak dalej <span style="font-family:&amp;">–</span> zalety mnożą się w nieskończoność. My jednakże zamierzamy skupić się tylko na jednym aspekcie: zastanowić się, jak ma się powieść niemieckiego noblisty do utworów, których styl w jawny sposób naśladuje (nie powiemy jeszcze – parodiuje, pastiszuje – bo o wyborze odpowiedniego słowa zdecydujemy po odpowiednio rzetelnych badaniach), czyli – hagiografii świętych świata chrześcijańskiego.</p>
<p><span id="more-646"></span></p>
<p><!--break--></p>
<p>Zdajemy sobie sprawę, że zadanie, którego się podejmujemy nie jest łatwe. Pomijając trudności w zrozumieniu tak złożonego dzieła i ogarnięciu intencji autora (co, swoją drogą, wcale nie powinno nas zajmować, wszak dzieło od autora niezależnym jest), pojawia się problem terminologii. Pojęcia, takie jak stylizacja czy parodia, mogą oznaczać właściwie wszystko, a wzięcie pierwszej z brzegu słownikowej definicji zaprowadziłoby nas donikąd. Zdecydowaliśmy się zatem skorzystać z dwóch prac, które wszechstronnie szkicują problematykę stylizacji i parodii. Teksty R. Nycza<a name="sdfootnote1anc" href="#sdfootnote1sym"><sup>1</sup></a> i M. Głowińskiego<a name="sdfootnote2anc" href="#sdfootnote2sym"><sup>2</sup></a> stanowią doskonały punkt wyjścia do wszelkich teoretycznych rozważań i to na nich w pewnej części będziemy się opierać. Podają one wiele definicji i podejść do interesujących nas terminów – będziemy przywoływać niektóre z nich wraz z postępami naszych badań.</p>
<p>Zanim przejdziemy do rozważań <em>stricte</em> teoretycznoliterackich, powiedzmy o bezpośrednich inspiracjach autora. Jak wiadomo<a name="sdfootnote3anc" href="#sdfootnote3sym"><sup>3</sup></a>, Mann po raz pierwszy poznał legendę o <span style="font-family:&amp;">„</span>dobrym grzeszniku&#8221; z lektury dwunastowiecznego eposu Hartmanna von Aue <em>Gregorius </em>(epos ów – w oryginale po niemiecku – nie doczekał się tłumaczenia na język polski, nie mogliśmy zatem dobrze się z nim zapoznać, za co Czytelnika uniżenie przepraszamy – mamy wszak nadzieję, że to niedopatrzenie nie będzie skutkowało wyciąganiem fałszywych wniosków). Drugą bezpośrednią inspiracją była ta sama historia, ale ze zbioru wczesnochrześcijańskich podań <em>Gesta Romanorum</em>, którą Mann poznał pięćdziesiąt lat później. Oczywiście to nie jedyne dzieła, w których motyw papieża Grzegorza się pojawia, jednak uznajemy je za najważniejsze. W szczególności opowieść z <em>Historii rzymskich</em> będzie stanowiła dla nas punkt odniesienia do fabuły i sposobu, w jaki Tomasz Mann ją zmodyfikował (pamiętamy jednak, że nie jest ona hagiografią w ścisłym znaczeniu gatunkowym, a jedynie prostym <em>exemplum</em>, spisaną na szybko historyjką, zatem nie opieramy wszystkich naszych tez na tym jednym porównaniu).</p>
<p>Spróbujmy teraz porównać <em>Dzieje żywota rycerza Grzegorza<a name="sdfootnote4anc" href="#sdfootnote4sym"><sup>4</sup></a></em> z <em>Wybrańcem</em>. W warstwie kluczowych wydarzeń fabuły oba teksty różnią się niewiele. Oczywiście, musimy brać pod uwagę, że <em>Dzieje&#8230;</em> są kilkostronicową opowiastką, a <em>Wybraniec</em> – pełnoprawną powieścią, jednak gdyby podać komuś mało uważnemu <em>Dzieje&#8230; </em>i powiedzieć: <span style="font-family:&amp;">„</span>patrz, masz oto tutaj streszczenie dzieła Tomasza Manna&#8221; – mógłby ów ktoś uwierzyć. Podkreślamy jednak – mało uważnemu! Bo różnice w szczegółach istnieją i właśnie teraz postaramy się je wskazać.</p>
<p>Pominiemy elementy w ogóle nie występujące w <em>exemplum </em>(pokutna zmiana Grzegorza w quasi-jeża, niezwyczajna umiejętność skupiania się tegoż, nieprzezroczysta narracja – będziemy rozwodzić się nad tym w dalszej części dyskursu) a przedstawimy to, co można bezpośrednio porównać. Przede wszystkim, motywacja postaci. W średniowiecznej opowiastce – mocno arbitralna, ale to bierze się z objętości i przyjętej konwencji. Wiadomo, że autor prawdziwej powieści mógł nas przekonać o autentyczności przeżyć bohaterów i dokładnie przedstawić motywy ich działań, zgodnie z arystotelesowską zasadą prawdopodobieństwa. Hagiografie wcale takiej zasady nie chciały przestrzegać – chodziło przecież o coś innego – o <em>exemplum</em> dla ludu.</p>
<p>Co prawda P. Nehring odnośnie <em>toposu</em> hagiografii chrześcijańskich <em>narratio probabilis</em> pisze, że <span style="font-family:&amp;">„n</span>ajważniejszą zaletą opowiadania było niewątpliwie jego prawdopodobieństwo&#8221;<a name="sdfootnote5anc" href="#sdfootnote5sym"><sup>5</sup></a>, jednak nie ma na myśli prawdopodobieństwa takiego, jakim rozumiemy je dzisiaj. Chodziło raczej o to, by pofatygować się podaniem miejsca i czasu akcji, ewentualnie jakiejś prostej przyczyny zdarzeń. W żadnym razie nie wgłębiano się w psychologię postaci. Zresztą do sprawy hagiograficznych <em>topoi</em> jeszcze wrócimy.</p>
<p>We wstępie do naszej pracy wspomnieliśmy pojęcie pastiszu. W tym miejscu możemy je jednak odrzucić. Rozumiemy je bowiem dość wąsko, jako bardzo wierne naśladownictwo (nie wchodząc w mniej istotne szczegóły) – a różnica, którą wyżej wskazaliśmy bardzo wyraźnie różnicuje <em>Wybrańca</em> od legend chrześcijaństwa. Rozważmy jednak pojęcie stylizacji.</p>
<p>We wspominanym już przez nas artykule M. Głowiński wymienia różne typy stylizacji, w tym stylizację historyczną. W oczywisty sposób możemy dostrzec właśnie ten rodzaj w <em>Wybrańcu</em>, który każdemu czytelnikowi przywoła na myśl dzieła z innej epoki, nie pozostawiając jednocześnie wątpliwości odnośnie swego nowoczesnego rodowodu. Efekt stylizacyjny osiągany jest różnymi sposobami, z których być może najważniejszym jest język. My – jako że zmuszeni byliśmy korzystać z przekładu – nie będziemy skupiać się na tym akurat aspekcie, ograniczając się do zacytowania J. Łukosza:</p>
<p><span style="font-size:x-small;"> </span></p>
<p><span style="font-size:x-small;">Sam pisarz przytacza czyjeś spostrzeżenie na temat składników niepowtarzalnego stylistycznego efektu: dialekt szwajcarski, niemczyzna baroku i <span style="font-family:&amp;">„</span>Luther-Deutsch&#8221;, od początku powieści do jej końca opierające się na średniowysokoniemieckim <span style="font-family:&amp;">„</span>idiomie&#8221; Hartmanna von Aue. Tomasza Manna zajmuje ponadnarodowy wymiar średniowiecza, co nie pozostaje bez skutków w i tak urozmaiconej niemczyźnie, która niekiedy tworzy melanż z elementami angielszczyzny i francuszczyzny<a name="sdfootnote6anc" href="#sdfootnote6sym"><sup>6</sup></a></span>.</p>
<p>„<span style="font-size:small;">Ponadnarodowy wymiar średniowiecza&#8221;! Tak właśnie rozumie stylizację historyczną M. Głowiński – jako odwołanie do świadomości odbiorców, do potocznej wizji historii. Język w średniowieczu mógł być całkowicie inny, ale ten wykreowany przez Manna wydaje się czytelnikowi jakby wyjęty wprost z owej epoki. Jednak siła stylizacyjna <em>Wybrańca</em> nie leży tylko w języku; powiedzielibyśmy, że chodzi o całą <em>vision du monde, </em>czyli podejście do świata prezentowane przez bohaterów i narratora, przywołujące czytelnikom na myśl mroki wieków średnich.</span></p>
<p><span style="font-size:small;">Moglibyśmy wskazać mnóstwo cytatów potwierdzających właśnie owo stereotypowo średniowieczne widzenie świata, ograniczymy się do podania dwóch. Pierwszy prezentuje podejście do człowieczej seksualności oraz sił sprawczych działających w świecie (szatan, Bóg); drugi – rycerski honor oraz cały obczaj związany z dworem.</span></p>
<p><span style="font-size:x-small;">Jakże często opowiadanie o tych niedobrych dzieciach przywodziło mi na pamięć inną parę rodzeństwa: mistrza naszego <em>divum Benedictum</em>, syna Euprobusa, i jego ukochaną Scholastykę; jak to sobie mile a bogobojnie mieszkali razem w dolinie Sublacus, aż ich stamtąd szatan podłą chytrością wypędził. Albowiem sprowadził do ich klasztoru siedem niepowszedniej piękności heter, skutkiem czego kilku spośród ich uczniów (nie wszyscy, lecz pokaźna liczba) uległo chuci cielesnej<a name="sdfootnote7anc" href="#sdfootnote7sym"><sup>7</sup></a></span><span style="font-size:x-small;">.</span></p>
<p><span style="font-size:x-small;">Książę Roger ma zwyczaj wyjeżdżać przed bramy i wyzywać na pojedynek naszych największych bohaterów, a nikt go jeszcze nie pokonał. Gdyż jego sztuka rycerska jest wielka i znana szeroko we wszystkich krajach. Powodowani honorem, jeden po drugim stają mu nasi, lecz dotychczas każdego rozciągnął, a gdy ów prosił pardonu, przed naszymi oczyma uprowadzał go w niewolę; w przeciwnym razie <span style="font-size:small;">–</span> zabijał. Tak tedy przerzedził się już szpetnie szlachetny <em>entourage</em> pani naszej (133). </span></p>
<p>Widzimy jasno, że dzieło jest wyraźną stylizacją, lecz naszym zdaniem jest również czymś więcej. Zastanowimy się teraz nad pojęciem parodii. Odrzucamy na wstępie tradycyjne (klasycystyczne) rozumienie parodii jako zmiany tematycznej, przy zachowaniu parodiowanego stylu, bo przecież tutaj temat pozostał całkiem ten sam. Jednak czy na pewno? Owszem, temat przewodni tak, ale przecież powieść to jeszcze wiele wątków pobocznych, w których – korzystając z przyjętych konwencji językowych – mógł Mann niejednokrotnie rozbawić czytelnika. Zobaczmy przykład.</p>
<p><span style="font-size:x-small;"><span style="font-family:&amp;">(&#8230;)</span>zobaczyli jakiś przedmiot, istotę, żywe stworzenie (&#8230;); niewiele większe od jeża, sunęło ono na czworakach, bądź też stawało słupka, po czym znów opuszczało się na przednie kończyny (244).</span></p>
<p>Po siedemnastu latach ascezy Gregorius zmienił się we wspominanego już quasi-jeża; dwóch przybyłych doń biskupów próbuje porozumieć się z kreaturą: jeden z nich zwraca się do niego <span style="font-family:&amp;">„</span>miły stworze&#8221; (246), drugi stwierdza z odrazą, że owo stworzenie <span style="font-family:&amp;">„</span>jest bardzo nastroszone&#8221; (245). Cała sytuacja – kuriozalna. Oto przybywają po nowego papieża – wskazanego im przez samego Boga – i znajdują poczwarę, z którą próbują się porozumieć. Komizm bierze się stąd, że, nie porzucając wcześniej obranego, patetycznego stylu, narrator opisuje sytuację jakby z całkiem innej bajki. Co prawda E. Curtius wskazuje, że w hagiografiach zdarzały się wątki ludyczne<a name="sdfootnote8anc" href="#sdfootnote8sym"><sup>8</sup></a> (wszak średniowiecze wcale – wbrew być może powszechnej opinii – od śmiechu nie stroniło), ale jednak nie taki ludyzm miał na myśli&#8230;</p>
<p>Przykłady tego typu można by mnożyć. Wybraliśmy tutaj ten, dlatego, że prawdziwie podczas lektury nas rozbawił. Wbrew pozorom, nie jest ta uwaga pozbawiona głębszego celu: chcemy udowodnić, że utwór Manna jest ze wszech miar nowoczesny i doskonale wpasowuje się w gusta dzisiejszego czytelnika, który może z jego lektury czerpać przyjemność tak po prostu. Nie powiedzielibyśmy tego przecież o autentycznych średniowiecznych legendach – wątpimy, by ktoś czytywał je jeszcze dziś dla rozrywki.</p>
<p>Podajmy jeszcze jedną – bardzo znaczącą – rozbieżność między tekstem legendy spisanej w <em>Gestis Romanorum</em> a wersją Manna. Mamy na myśli samo rozwiązanie akcji i wjazd nowego papieża do Rzymu. Z tej okazji w całym mieście rozbrzmiewają dzwony:</p>
<p><span style="font-size:x-small;">Zanim Grzegorz dotarł do miasta, rozdzwoniły się wszystkie dzwony, a mieszczanie, słysząc je, mówili: <span style="font-family:&amp;">„</span>Chwała Najwyższemu, oto bowiem nadchodzi ten, co ma być zastępcą Chrystusa&#8221;!<em> </em>I wyszli mu naprzeciw, powitali go z wielką czcią<a name="sdfootnote9anc" href="#sdfootnote9sym"><sup>9</sup></a></span>.</p>
<p>Typowa sytuacja z hagiografii: prostaczkowie radują się z nadejścia świętego i w niczym nie przeszkadza im cały towarzyszący temu rozgardiasz – wszak nie oni są w opowieści ważni. Trzeba było dopiero paru wieków, by ktoś zastanowił się, że takie bicie dzwonów w całym mieście nie mogłoby być przyjemne. Błyskotliwa interpretacja tego niepozornego fragmentu legendy w wykonaniu Tomasza Manna brzmi tak:</p>
<p><span style="font-size:x-small;">Przez trzy dni i noce niepodobna było zatrzymać dzwonów Rzymu: biły jednogłośnie, z największą siłą, we wszystkich punktach; a mieć przez cały ten czas w uszach owo przeogromne huczenie i dyndolenie było nie lada próbą dla ludzi, z czego duch opowieści zdaje sobie sprawę (276).</span></p>
<p>Z naszych rozważań (również tych, które dopiero przed nami) chcielibyśmy wyprowadzić wniosek, że <em>Wybrańca</em> należałoby traktować jako parodię w rozumieniu L. Hutcheona<a name="sdfootnote10anc" href="#sdfootnote10sym"><sup>10</sup></a>, czyli jako <em>repetition with difference – </em>powtórzenie z różnicą.<em> </em>Bo powtórzona została znana od średniowiecza historia, ale w jaki sposób powtórzona! Różnice tyczą się nie tylko li i wyłącznie formy – powieść <em>versus</em> wierszowany poemat czy <em>exemplum</em> – ale przede wszystkim samego ducha historii, tego czegoś, co Francuzi nazywają <em>esprit,</em> a Anglicy – <em>wit</em>. Błyskotliwości. Papierowi bohaterowie drętwej opowiastki w duchu wygłaszanych grobowym głosem kazań pod wpływem magicznego pióra Tomasza Manna nabrali życia, zyskali <span style="font-family:&amp;">„</span>trójwymiarowość&#8221; i szturmem wdarli się w nasze serca. Ale czy ta parodia, to <em>repetition</em>, miało służyć jedynie naszej rozrywce i umileniu czasu? Czy jedynie funkcję ludyczną w tej parodii możemy wyodrębnić? Nie. Powiemy nawet więcej: to nie ona jest tutaj najważniejsza.</p>
<p>We wspominanym już przez nas artykule R. Nycza wyróżnione zostały jeszcze inne funkcje parodii. Odrzucamy funkcję satyryczną, jako nie mającą związku z omawianym dziełem i skupiamy się na dwóch pozostałych: krytycznej i konstruktywnej.</p>
<p>Funkcja krytyczna w <em>Wybrańcu</em> jest jasno widoczna. Reinterpretacja skostniałej legendy wskazuje nam na jej słabości. Konfrontując zachowania bohaterów, sposób komunikacji z czytelnikiem, motywacje działań, rozwiązania fabuły (przecież tak podobnej, a jednak różnej!), widzimy, czego legendom brakowało. Przede wszystkim chodzi o wspominaną już zasadę prawdopodobieństwa, która została wprowadzona do <em>Wybrańca</em> (choćby podczas omawianego już spotkania biskupów z papieżem-pustelnikiem) i przez to uświadomiła nam braki wzorca, gdzie nikt prawdopodobieństwem się nie przejmuje.</p>
<p>Innym przykładem takiego uświadomienia jest postać narratora. W oryginalnych legendach zupełnie przezroczysta, nie wysuwająca się ani razu na plan pierwszy (chyba że w <em>topoi</em> wstępu czy zakończenia<a name="sdfootnote11anc" href="#sdfootnote11sym"><sup>11</sup></a>) a tutaj – grająca pierwszorzędną rolę! Cały pierwszy rozdział to przedstawienie narratora, który – jak sam mówi – wciela się w rolę <span style="font-family:&amp;">„</span>ducha opowieści&#8221;. W rozdziale tym niejako przy okazji zostaje wyłożona filozofia historii wiecznie żywych i zawsze obecnych w zbiorowej podświadomości: rzecz w tym, by były uniwersalne, niezależne od miejsca i czasu akcji, również od języka. Taka właśnie jest według Tomasza Manna legenda o papieżu Gregoriusie. Ale wróćmy do głównego przedmiotu naszych badań.</p>
<p>Postać narratora daje autorowi możliwość krytycznego rozliczenia się ze średniowiecznymi legendami. Przede wszystkim rzuciły nam się w oczy bardzo częste wymówki o braku kompetencji do opisywania tego, co, <em>de facto</em>, jest opisywane. Zobaczmy.</p>
<p><span style="font-size:x-small;">Albo też zostawały od razu przy drzwiach, każąc maleństwom, Sybilli – w haftowanej sukience (czy jak się tam zowie wzór dziany misternie złotą nicią) (20).</span></p>
<p><span style="font-size:x-small;">Cóż ja wiem o rycerstwie i łowiectwie. Jestem mnichem, w gruncie nieświadomym i nieco się lękającym tego wszystkiego. Nigdy nie podchodziłem lochy ani grzmiało mi w uszach trąbienie rogu wabiące w zasadzkę jelenia. Nie oprawiałem też zwierzyny, by, jako pan upolowanej zdobyczy, kazać piec na węglach co smakowitsze jej części. Udaję tylko, że potrafię należycie opowiedzieć, jak wychowywano młodego Wiligisa i paraduję słowy.(&#8230;) Ale wcielany przeze mnie duch opowieści ma już to do siebie, iż na pozór we wszystkim, o czym prawi, wielce jest doświadczony i czuje się jak w domu. (24)</span></p>
<p><span style="font-size:x-small;">Mnisze moje serce nie bierze wcale udziału w onej męskiej swawoli i bijatyce rycerskiej; nie lubię tego i gdyby nie nader osobliwe rozstrzygnięcie, pomyślne w owej chwili, lecz w skutkach straszliwe – nawet bym o tym nie wspominał. Nie wpadnę też w rymowanie i w takt pieśni jak to się  zdarzyło panu Poitewinowi, kiedy wieścił o junactwie Grigorsa. Mój umysł duchownego nie traci tak łacno trzeźwości z powodu święta wzajemnego grzmocenia się. I bez tego wie każdy, jak się to zwykło odbywać i co wtedy czynią (155).</span></p>
<p>Oczywistość funkcji ludycznej tych fragmentów nie zwalnia nas z obowiązku doszukania się głębszego sensu w owym krygowaniu się. Sądzimy, że nagromadzenie tego typu konstrukcji jest zwróceniem uwagi fakt, iż średniowieczne legendy spisywane były przez ludzi niekompetentnych, dokładnie jak mówi to narrator w przytoczonych wyżej cytatach. Tutaj <em>explicite</em> pomaga mu <span style="font-family:&amp;">„</span>duch opowieści&#8221;, który uzupełnia braki wiedzy skryby notującego znaną legendę. W hagiografii historycznej, autentycznych legendach, ów <em>duch</em> nie działał dosłownie. Brak w nich szczegółów (tych drobiazgów, którymi potem zachłyśnie się oświeceniowa powieść), spisane zostają same <span style="font-family:&amp;">„</span>fakty&#8221;, a ozdobniki uzupełnia <em>animus</em>, czyli zasób wiedzy powszechnej, właściwej każdemu czytelnikowi, który dopiero podczas lektury sam musiał wyobrazić sobie, jak to wszystko mogło dokładnie wyglądać.</p>
<p>Kolejnym elementem, który zauważyliśmy i który wydał nam się ważny, jest uzasadnienie (nie występujące w oryginale) przewag Grigorsa, które posiadał nad wszelkim przeciwnikiem. Mowa jest o nadzwyczajnej zdolności skupiania wszystkich sił w jednym punkcie. Może i nie byłoby to pozbawione sensu (wszak w hagiografiach trzeba było udowodnić szczególną łaskę bożą spływającą na świętych<a name="sdfootnote12anc" href="#sdfootnote12sym"><sup>12</sup></a>), gdyby nie wygłaszane z pietyzmem sentencje dotyczące właśnie owej nadzwyczajnej zdolności:</p>
<p><span style="font-size:x-small;">Zwierzę się wam z pewnej teorii – ciągnął sołtys – która od biedy tłumaczyłaby ową niezwykłą próbę szlachetności, jaką dał nam mój gość. Otóż posiada on widocznie dar skupiania się w walce każdej chwili ponad wszelką spotykaną miarę i zbierania przy tym wszystkich sił swego ducha jak gdyby w jeden płonący punkt (140).</span></p>
<p>Znów – czytelnik uśmiecha się pod nosem, a my wiemy, że musi być to jawne odniesienie do typowych legend. Nie w jednej przecież mówi się o nadzwyczajnych zdolnościach, jakie – niczym amerykańscy superbohaterowie – posiadają święci. Tutaj topos doprowadzony do absurdu.</p>
<p>Zarysowaliśmy lekko obecność funkcji krytycznej parodii w dziele Tomasza Manna, ale chcielibyśmy stwierdzić, że naszym zdaniem – jeśli już doszukujemy się owych abstrakcyjnych funkcji – najważniejszy jest konstruktywizm. Bo przecież przy całym nawiązywaniu do średniowiecznych wzorców, stylizacji języka, używaniem znanych <em>topoi</em>, reinterpretowaniu oryginalnych wątków, mamy coś więcej – autonomiczny utwór, rządzący się własnymi prawami, istniejący sam dla siebie. Możemy wyobrażać sobie czytelnika nie znającego w ogóle twórczości średniowiecza i wciąż czerpiącego przyjemność z lektury.</p>
<p><em>Wybrańca </em>można uznać za parodię, ale w bardzo szerokim sensie. Nie jest ona nakierowana jedynie na dzieło parodiowane i nie jest jej celem jedynie dialog z innymi tekstami. Może istnieć autonomicznie, ale pełny wymiar zyskuje dopiero osadzona w konkretnym kontekście, dopiero czytelnik odpowiednio kompetentny będzie mógł w pełni docenić jej walory. Chcielibyśmy postawić tezę, że dla pewnej grupy czytelników będzie ów <em>Wybraniec</em> parodią, dla innych – tych mniej oczytanych i mniej świadomych – nie, jedynie dostrzegą pewne elementy stylizacji (język, ale i <em>vision du monde</em>).</p>
<p>Na tym kończymy nasze rozważania. Albowiem słońce zachodzi a pióro drży w naszej zmęczonej dłoni. Staraliśmy się wykazać, że <em>Wybraniec</em> Tomasza Manna jest nie tylko stylizacją, ale wręcz parodią średniowiecznych hagiografii chrześcijańskich. Z Bożą pomocą udało nam się to, ale przy dość swobodnym potraktowaniu obu terminów. Nasza praca jedynie zarysowuje problem, który być może warto byłoby zbadać znacznie dokładniej.</p>
<hr />
<div id="sdfootnote1">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote1sym" href="#sdfootnote1anc">1</a> R. Nycz, <em>Parodia i pastisz. Z dziejów pojęć 	artystycznych w świadomości literackiej XX </em>wieku 	[w:] idem, <em>Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o 	literaturze</em>, Warszawa 1995, s. 200-241.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote2">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote2sym" href="#sdfootnote2anc">2</a> M. Głowiński,<em> O stylizacji</em> [w:] <em>Stylizacja tekstów</em>, red. 	E. Miodońska-Brookes, A. Kulawik, M. Tatara, Warszawa 1973.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote3">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote3sym" href="#sdfootnote3anc">3</a> zob. J. Łukosz, <em>Posłowie</em> [w:] T. Mann, <em>Wybraniec</em>, 	przeł. A. Linke, Wrocław 1998.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote4">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote4sym" href="#sdfootnote4anc">4</a><em> Gesta Romanorum. Historie rzymskie</em>, tł. P. Hertz, Warszawa 	2001, s. 68-75. </span></p>
</div>
<div id="sdfootnote5">
<p><a name="sdfootnote5sym" href="#sdfootnote5anc">5</a> <span style="font-size:x-small;">P. Nehring, </span><span style="font-size:x-small;"><em>Topika wczesnych 	łacińskich żywotów świętych  (od Vita Antonii do Vita 	Augustini)</em></span><span style="font-size:x-small;">, 	Toruń, 1999, s. 49.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote6">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote6sym" href="#sdfootnote6anc">6</a> J. 	Łukosz, <em>Posłowie&#8230;</em> s. 	290.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote7">
<p><a name="sdfootnote7sym" href="#sdfootnote7anc">7</a> <span style="font-size:x-small;">T. Mann, </span><span style="font-size:x-small;"><em>Wybraniec</em></span><span style="font-size:x-small;">, 	przeł. A. Linke, Wrocław 1998, </span><span style="font-size:x-small;">s. 	49</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote8">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote8sym" href="#sdfootnote8anc">8</a> E.R. Curtius, <em>Literatura europejska i łacińskie średniowiecze</em>, 	tł. A. Borowski, Kraków 2005, s. 339-441.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote9">
<p><span style="font-size:x-small;"><em><a name="sdfootnote9sym" href="#sdfootnote9anc">9</a> Gesta&#8230;</em>, 	s. 75.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote10">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote10sym" href="#sdfootnote10anc">10</a> L. Hutcheon, <em>A Theory of Parody, The Teaching of 	Twentieth-Century Art Forms</em>, 	New York 1985 [za:] R. Nycz, <em>op. cit.</em></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote11">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote11sym" href="#sdfootnote11anc">11</a> por. P. Nehring, <em>op. cit.</em></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote12">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote12sym" href="#sdfootnote12anc">12</a> por. P. Nehring, <em>op. cit.</em>, s. 87-95.</span></p>
</div>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/siledhel.wordpress.com/646/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/siledhel.wordpress.com/646/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/siledhel.wordpress.com/646/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/siledhel.wordpress.com/646/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/siledhel.wordpress.com/646/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/siledhel.wordpress.com/646/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/siledhel.wordpress.com/646/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/siledhel.wordpress.com/646/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/siledhel.wordpress.com/646/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/siledhel.wordpress.com/646/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/siledhel.wordpress.com/646/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/siledhel.wordpress.com/646/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/siledhel.wordpress.com/646/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/siledhel.wordpress.com/646/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=siledhel.wordpress.com&amp;blog=8713237&amp;post=646&amp;subd=siledhel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://siledhel.wordpress.com/2010/07/07/tomasz-mann-wybraniec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/6b5597131ee318c1f8fd066eaaa845eb?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">Siledhel</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Wacław Potocki, Period siedemnasty</title>
		<link>http://siledhel.wordpress.com/2010/06/03/waclaw-potocki-period-siedemnasty/</link>
		<comments>http://siledhel.wordpress.com/2010/06/03/waclaw-potocki-period-siedemnasty/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 03 Jun 2010 09:04:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[otium negotiosum]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://siledhel.wordpress.com/?p=622</guid>
		<description><![CDATA[Periody Wacława Potockiego wpisują się w długą tradycję polskich utworów żałobnych, wywodzącą swe początki ze średniowiecza1 i osiągającą apogeum w renesansowej twórczości Jana Kochanowskiego. Nie są jednak owe Periody prostą zabawą erudycyjną w kontynuację ogranych wzorców, tylko szczerym świadectwem ojcowskiego bólu po stracie potomka. Poeta napisał je na okoliczność śmierci swego najstarszego syna – Stefana, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=siledhel.wordpress.com&amp;blog=8713237&amp;post=622&amp;subd=siledhel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Periody </em>Wacława Potockiego wpisują się w długą tradycję polskich utworów żałobnych, wywodzącą swe początki ze średniowiecza<a name="sdfootnote1anc" href="http://siledhel.wordpress.com/2010/06/03/waclaw-potocki-period-siedemnasty/#sdfootnote1sym"><sup>1</sup></a> i osiągającą apogeum w renesansowej twórczości Jana Kochanowskiego. Nie są jednak owe <em>Periody</em> prostą zabawą erudycyjną w kontynuację ogranych wzorców, tylko szczerym świadectwem ojcowskiego bólu po stracie potomka. Poeta napisał je na okoliczność śmierci swego najstarszego syna – Stefana, który zmarł z wycieńczenia po bitwie chocimskiej w roku 1673. Cykl został ukończony rok później<a name="sdfootnote2anc" href="http://siledhel.wordpress.com/2010/06/03/waclaw-potocki-period-siedemnasty/#sdfootnote2sym"><sup>2</sup></a>.</p>
<p>Owe osiemnaście trenów to bardzo słabo znana karta w dorobku Potockiego. Przekrojowe opracowania literatury epoki baroku poświęcają im – jeśli w ogóle – co najwyżej parę (dosłownie) zdań<strong>,</strong> a w monografii powstałej w trzechsetlecie śmierci poety<a name="http://siledhel.wordpress.com/2010/06/03/waclaw-potocki-period-siedemnasty/sdfootnote3anc" href="#sdfootnote3sym"><sup>3</sup></a> nie ma o nich ani słowa! Ostatnio jednak badacze wydają się zwiększać swoje zainteresowanie tą bardziej osobistą stroną twórczości Wacława Potockiego – przykładem próba analizy <em>Periodu XV</em>, której niespełna dziesięć lat temu podjęła się Estera Lasocińska<a name="sdfootnote4anc" href="http://siledhel.wordpress.com/2010/06/03/waclaw-potocki-period-siedemnasty/#sdfootnote4sym"><sup>4</sup></a>. My postaramy się bliżej przyjrzeć <em><a href="http://literat.ug.edu.pl/potocki/0098.htm">Periodowi XVII</a><a name="sdfootnote5anc" href="http://siledhel.wordpress.com/2010/06/03/waclaw-potocki-period-siedemnasty/#sdfootnote5sym"><sup>5</sup></a></em>.</p>
<p><span id="more-622"></span></p>
<p>Motywem przewodnim utworu jest sen, a dokładniej mówiąc: przekonanie podmiotu lirycznego, że <span style="font-family:&amp;"><span style="font-size:small;">„</span></span>wszystko sen, wszystko mara&#8221; (w. 1). Aby niepotrzebnie nie mnożyć bytów, utożsamimy podmiot liryczny z autorem, gdyż wszystko do takiej redukcji nas skłania; od okolicznościowego charakteru utworu, po jedność faktów z życia obu postaci (śmierć syna). Wracając do snu, nie mamy do czynienia z prostą kalką toposu <em>vita somnus est, </em>a z jego dość sprytnym wykorzystaniem – jak się okaże, nie każde życie to sen i tylko od nas zależy, czy będziemy żyć na jawie czy we śnie. Zacznijmy jednak od początku.</p>
<p>W pierwszych czterech wersach zostaje powiedziane, że całe życie, które wydaje nam się jawą, w istocie jest snem. Autor zwraca się do czytelnika, sugerując mu, iż jest głupcem, sądząc jakoby wszystko, co mu się przydarza, odbywało się <span style="font-family:&amp;"><span style="font-size:small;">„</span></span>na istej jawi&#8221; (w. 4). Następne wersy stanowią rozwinięcie tej myśli. Okazuje się, że ów wszechogarniający wszystko sen ma swoją przyczynę:</p>
<div style="font-size:x-small;margin-left:90px;">Przetrzy jedno duchowne, przetrzy ze snu, oczy,<br />
Któreć zbytnie staranie o ten żywot mroczy<br />
<span style="margin-left:250px;">w. 5-6</span></div>
<p>Okazuje się, że sen, w którym żyje większość z nas, to skutek zapatrzenia się w dobra ziemskie (<span style="font-family:&amp;"><span style="font-size:small;">„zbytnie staranie o ten żywot&#8221;) </span></span>i zapominania o życiu duchowym (<span style="font-family:&amp;"><span style="font-size:small;">„przetrzy jedno duchowne (&#8230;) ze snu, oczy&#8221;)</span></span>. W dalszych wersach podaje autor przykład świętego Piotra (w.11-12), który również spał, aż nie obudziło go pianie koguta – wtedy dopiero przypomniał sobie przepowiednię Jezusa o potrójnym zaparciu się wiary i zaczął rozpaczać nad swą niedolą.</p>
<p>Następnie Potocki chce pokazać marność tego świata, o który tak beznadziejnie troszczymy się popadając w duchowy sen. Pojawia się tutaj częsty w twórczości epicedialnej motyw <em>vanitas</em>, czyli powtarzane za Eklezjastą – <span style="font-family:&amp;"><span style="font-size:small;">„</span></span>wszystko marność&#8221;! Wszelkie wielkie plany ziemskie obracają się w proch, na czele z budową wieży Babel (w. 15-20). Potocki daje przy tej okazji powód wszystkich tych niepowodzeń – pychę. Wymienia wspominanych już wcześniej budowniczych wieży Babel, Nabuchodonozora, Kserksesa, Antyjochę – postaci, które wzniósłszy się na wyżyny władzy i potęgi, srodze zapłaciły za ów <span style="font-family:&amp;"><span style="font-size:small;">„</span></span>konterfet ambicyj&#8221; (w. 19). By podkreślić wagę swych ostrzeżeń i przestróg przeciw pysze, autor podaje ją za praprzyczynę całego zła utożsamianego z Lucyferem (<span style="font-family:&amp;"><span style="font-size:small;">„diabłem starym&#8221;)</span></span>:</p>
<div style="font-size:x-small;margin-left:90px;">I insze niezliczone widzisz tam tytuły,<br />
Co szaleli zarazą pysznej kanikuły,<br />
Choć ledwie że nie patrzą, kiedy diabeł stary<br />
Dla takiejże z nieba był zepchniony przywary.<br />
<span style="margin-left:250px;">w. 27-30</span></div>
<p><span style="font-family:&amp;"><span style="font-size:small;">Po kolejnym zapewnieniu, że „we śnie to wszystko było&#8221; następuje wprowadzenie kolejnego typowego dla okoliczności toposu – </span></span><span style="font-family:&amp;"><span style="font-size:small;"><em>ubi sunt? </em></span></span><span style="font-family:&amp;"><span style="font-size:small;">Następuje zatem wyliczenie wspaniałych historycznych miast, z których teraz pozostały jedynie ruiny bądź opowieści:</span></span></p>
<div style="font-size:x-small;margin-left:90px;">Gdzież się wżdy miast szerokich osady podziały,<br />
Tyry, Memfy, Sydony, Kartagi i świata<br />
Ozdoba, Jeruzalem? Wszytko czas pozmiata,<br />
Wszytko było jak we śnie. Uderzyła czwarta,<br />
Jedne z gruntu spadają, drugich się coś warta.<br />
<span style="margin-left:250px;"> w. 36-39</span></div>
<p><span style="font-family:&amp;"><span style="font-size:small;">Dalej wymieniane są wspaniałe budowle (kolosy, piramidy), dzieła filozofii i retoryki, można by rzec: cały dorobek ludzkości. I „wszystko to za pierwszym ocknieniem zginie&#8221; (w. 46). Ma na myśli poeta obudzenie się ze snu nieświadomego życia w pogoni za ziemskimi dobrami – nie mają owe dobra znaczenia, jeśli nie troszczymy się o duchową stronę naszej egzystencji. Potocki nie pozostawia wątpliwości, że pogoń za bogactwem nie jest najlepszym pomysłem:</span></span></p>
<div style="font-size:x-small;margin-left:90px;">Kogo fortuna, złoto, urodzenie krasi,<br />
Wszytko to zniknie, skoro śmierć świeczkę zagasi.<br />
<span style="margin-left:250px;"> w. 49-50</span></div>
<p><span style="font-size:medium;"><span style="font-family:&amp;"><span style="font-size:small;">W końcu poeta precyzuje nareszcie, co według niego jest gwarantem życia na jawie i w jaki sposób można obronić się przed przespaniem naszego ziemskiego bytowania. Nie jest zaskoczeniem, że Potocki, w którego życiu i twórczości religia zawsze odgrywała dużą rolę<a name="sdfootnote6anc" href="#sdfootnote6sym"><sup>6</sup></a>, poleca czytelnikom zwrócić się ku zmarłemu na krzyżu Zbawicielowi i „intercyzie&#8221;, którą przez swą śmierć podpisał:</span></span></span></p>
<div style="font-size:x-small;margin-left:90px;">Teraz siedzisz, człowiecze, jak goły na zyzie;<br />
Dlatego się przeglądaj w nowej intercyzie,<br />
Którą krwią podpisawszy na krzyżu Syn Boży,<br />
Sygnetem przez śmierć srogą żywot swój przyłoży.<br />
<span style="margin-left:250px;"> w. 57-60</span></div>
<p><span style="font-size:small;"><span style="font-family:&amp;">Wreszcie wyjaśnia się koncept budowany przez pierwszą część utworu. Snem nazywa poeta życia bezrefleksyjne, dalekie od Boga (w pojęciu chrześcijańskim), poświęcone pomnażaniu bogactw ziemskich. Radą na takie przespanie życia jest zwrócenie się ku Chrystusowi, który umierając na krzyżu daje nam możliwość zbawienia. Człowiek budzi się w chwili śmierci, kiedy orientuje się, że wszystko, czemu do tej pory poświęcał swój czas i zasoby okazuje się niczym (motyw </span><span style="font-family:&amp;"><em>vanitas</em></span><span style="font-family:&amp;">). Jednakże, tak jak św. Piotr obudził się po trzecim pianiu kura, tak i my możemy obudzić się wcześniej (jeszcze zanim Śmierć zacznie pukać do naszych drzwi) – żyjąc w zgodzie z chrześcijańską wiarą.</span></span></p>
<p><span style="font-size:small;"><span style="font-family:&amp;">Dochodzi tu jeszcze do głosu rozpacz ojca tracącego syna. O ile pod słowami podmiotu lirycznego kryją się nakreślone wyżej pouczenia moralne, to na powierzchni dostrzegamy znamiona rozpaczy. Wspominany już motyw </span><span style="font-family:&amp;"><em>vanitas</em></span><span style="font-family:&amp;">: świat trwa od wieków, natura i przyroda od zawsze istnieją wedle boskich praw, natomiast człowiek w ten idealny system wprowadza zaburzenie i gwałci prawa zarówno boskie, jak i naturalne (w. 75-76). Te rozpaczliwe wnioski przejmują nas do głębi i dają świadectwo bólowi po stracie syna – widzimy stan, w którym autor wątpi już w jakimkolwiek sens istnienia.</span></span></p>
<p><span style="font-size:small;">Ostatecznie następuje kulminacja i pojawia się wątek przedwczesnej śmierci syna – powód, dla którego <em>Periody</em> przecież powstały. </span></p>
<div style="font-size:x-small;margin-left:90px;">We śnieś świat, i jam cię miał we śnie, synu luby!<br />
Ale swojej na jawi lamentuję zguby.<br />
<span style="margin-left:250px;"> w. 79-80</span></div>
<p><span style="font-size:small;">Autor stwierdza, że czas, w którym jego syn żył, był czasem snu. Biorąc ten fragment bez kontekstu, moglibyśmy łatwo wysnuć wniosek, że metafora ta w swej istocie ma związek z czasem – tak samo szybko mija sen, jak minęło życie ukochanego syna. Jednak nie po to przez kilkadziesiąt wersów pisał nam poeta o śnie, żebyśmy teraz prześlizgnęli się po wersie 79. w tak powierzchowny sposób. </span></p>
<p><span style="font-size:small;">Zgodnie z tym, co pisaliśmy wcześniej, wypada nam zinterpretować ów fragment nieco inaczej: gdy syn poety żył, ich życie płynęło szczęśliwie bez zmartwień, nie musiał więc poeta zastanawiać się nad sensem istnienia ani szczególnie zwracać się ku Bogu. Mówiąc terminologią nakreśloną w utworze <span style="font-family:&amp;">–</span> śnił. Dopiero jego śmierć wywołała w Potockim szok<span style="font-family:&amp;">, pozwoliła mu spojrzeć na swoje życie z dystansu i – co najważniejsze – przebudzić się: „swojej na jawi lamentuję zguby&#8221; (w. 80).</span></span></p>
<p><span style="font-size:small;"><span style="font-family:&amp;">Cztery następne wersy to bardzo subtelnie poprowadzona, nie rzucająca się w oczy, a przecież – gdy już czytelnik ją zauważy – niesamowicie mocna w treści część </span><span style="font-family:&amp;"><em>laudatio</em></span><span style="font-family:&amp;">. Typowy element utworu epicedialnego, najczęściej występujący na początku, tutaj – niemal na końcu. Przyjrzyjmy się mu dokładniej:</span></span></p>
<div style="font-size:x-small;margin-left:90px;">Ledwie z pieluch, ledwieś się z dziecińskiego puchu<br />
Obudził, gdy był w srogim polski świat rozruchu;<br />
Aż ci zaraz, nie dawszy, żebyś tu żył dłużej,<br />
Niemiłosierna Parka wiecznie oczy mruży<br />
<span style="margin-left:250px;"> w. 81-84</span></div>
<p><span style="font-size:small;">Dowiadujemy się, że Stefan przy wyjściu ze stanu dziecięcego się <em>obudził</em>! Zatem jako młodzian nie spał on, jak wielu ludzi, żyjąc w nieświadomości, tylko – jako oddany Bogu dobry chrześcijanin – rzucił się do walki za ojczyznę. Cały czas na jawie, zasypia dopiero, gdy <span style="font-family:&amp;">„mruży mu oczy niemiłosierna Parka&#8221;. Zatem chwila śmierci nie jest – jak było mówione wcześniej – chwilą przebudzenia, nie dla kogoś, kto – jak Stefan – nie spał! Wraz ze śmiercią nadchodzi chwila snu, ale jakże innego – snu wiecznego, nagrody dla dobrego człowieka, jakim niewątpliwie musiał być syn poety. Parka przecinająca nić jego żywota – niczym antycznym herosom – również może być uznana za rekwizyt dodający chwały adresatowi apostrofy, jednak można ją też uznać za typowy jeszcze w tej epoce szczegół mitologiczny, wepchnięty tam na zasadzie umowy społecznej (dopiero sto lat później Franciszek Karpiński będzie postulował porzucenie tego grecko-rzymskiego sztafażu<a name="sdfootnote7anc" href="#sdfootnote7sym"><sup>7</sup></a>).</span></span></p>
<p><span style="font-size:small;"><span style="font-family:&amp;">Cztery ostatnie wersy utworu to typowe </span><span style="font-family:&amp;"><em>comploratio</em></span><span style="font-family:&amp;">. Zbolały ojciec pisze o płaczu i krwawych łzach, w których „myje utrapione serce&#8221; (w. 82). Wyraża również przekonanie, że chyba będzie już opłakiwał syna do śmierci: „aż się i sam takiego opijum napiję&#8221; (w. 83).</span></span></p>
<p><span style="font-size:small;"><em><span style="font-family:&amp;">Period siedemnasty</span></em><span style="font-family:&amp;">, z pozoru prosty utwór opartych na typowych dla liryki epicedialnej </span><em><span style="font-family:&amp;">topoi</span></em><span style="font-family:&amp;">, okazuje się wcale niebanalnie skonstruowanym przedstawicielem swojego gatunku. Przede wszystkim dostrzegamy w nim zaburzenie kolejności występowania oraz objętości elementów </span><em><span style="font-family:&amp;">epicedium</span></em><span style="font-family:&amp;">: </span><em><span style="font-family:&amp;">laudatio</span></em><span style="font-family:&amp;">, </span><em><span style="font-family:&amp;">comploratio</span></em><span style="font-family:&amp;"> i </span><em><span style="font-family:&amp;">consolatio</span></em><span style="font-family:&amp;">. Biorąc pod uwagę, że cały utwór kończy się dramatycznym opłakiwaniem, można wątpić, czy mamy w ogóle z </span><em><span style="font-family:&amp;">epicedium</span></em><span style="font-family:&amp;"> do czynienia. Przewijający się przez cały wiersz topos „życie jest snem&#8221; został twórczo wykorzystany do wyprowadzenia moralnych nauk dla współczesnych oraz do błyskotliwego poprowadzenia części laudacyjnej. Na pewno warto przyjrzeć się pozostałym utworom cyklu, jak również zbadać go z szerszej perspektywy.</span></span></p>
<div id="sdfootnote1">
<hr /><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote1sym" href="#sdfootnote1anc">1</a> zob. 	<em>Wiersz o zabiciu Andrzeja Tęczyńskiego</em> [w:] <em>Polska 	poezja świecka XV wieku</em>, 	oprac. M. Włodarski. Wrocław 1997.</span>&nbsp;</p>
</div>
<div id="sdfootnote2">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote2sym" href="#sdfootnote2anc">2</a> Cz. 	Hernas, <em>Barok,</em> Warszawa 1998.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote3">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote3sym" href="#sdfootnote3anc">3</a> J. 	Malicki, <em>Pisał się z Potoka..Studium o Wacławie Potockim. W 	trzechsetną rocznicę śmierci</em>, 	Katowice 1996.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote4">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote4sym" href="#sdfootnote4anc">4</a> E. 	Lasocińska, <em>Period XV – stoicyzm łużnieńskiego poety,</em> <span style="font-family:&amp;"><span style="font-size:small;">„</span></span>Roczniki 	Humanistyczne&#8221; 1<em> </em>(2001), 	s. 61-73.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote5">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote5sym" href="#sdfootnote5anc">5</a> Wacław Potocki, <em>Period siedemnasty</em> [w:] <em>Dzieła</em>, wyd. L. 	Kukulski, Warszawa 1987, t. 1, s. 508-510.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote6">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote6sym" href="#sdfootnote6anc">6</a> por. 	J. Goliński, <em>Insza rzecz pobożność, insza nabożność. O 	poetyckich świadectwach religijności Wacława Potockiego</em> [w:] <em>Potocki (1621-1696). Materiały z konferencji 	naukowej w 300-lecie śmierci poety. Kraków, 4-7 listopada 	1996</em>, red. W. Walecki, Kraków 	1998, s. 39-52.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote7">
<p><span style="font-size:x-small;"><a name="sdfootnote7sym" href="#sdfootnote7anc">7</a> F. 	Karpiński, <em>O wymowie w prozie albo w wierszu </em>[w:] 	<em>Oświeceni o literaturze. Wypowiedzi pisarzy polskich 	1740-1800,</em> oprac. T. 	Kostkiewiczowa i Z. Goliński, [b.m.] 1993.</span></p>
</div>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/siledhel.wordpress.com/622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/siledhel.wordpress.com/622/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/siledhel.wordpress.com/622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/siledhel.wordpress.com/622/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/siledhel.wordpress.com/622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/siledhel.wordpress.com/622/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/siledhel.wordpress.com/622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/siledhel.wordpress.com/622/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/siledhel.wordpress.com/622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/siledhel.wordpress.com/622/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/siledhel.wordpress.com/622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/siledhel.wordpress.com/622/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/siledhel.wordpress.com/622/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/siledhel.wordpress.com/622/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=siledhel.wordpress.com&amp;blog=8713237&amp;post=622&amp;subd=siledhel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://siledhel.wordpress.com/2010/06/03/waclaw-potocki-period-siedemnasty/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/6b5597131ee318c1f8fd066eaaa845eb?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">Siledhel</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Paulo postanawia pisać</title>
		<link>http://siledhel.wordpress.com/2009/10/25/paulo-postanawia-pisac/</link>
		<comments>http://siledhel.wordpress.com/2009/10/25/paulo-postanawia-pisac/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Oct 2009 21:13:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[literatura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://siledhel.wordpress.com/?p=400</guid>
		<description><![CDATA[Przeczytałem książkę Paula Coelho. Pierwszą i na razie ostatnią. Nie, nie jestem zniesmaczony (no, może trochę), nie będę wyżywał się ponad miarę, ani tym bardziej nie zamierzam kreować się na znawcę literatury czytającego Ulissesa do śniadania, z pogardą spoglądającego na maluczkich. Czytałem w życiu o wiele większe gnioty (ot, choćby dzieła innego „bestsellerowca&#8221; – Dana [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=siledhel.wordpress.com&amp;blog=8713237&amp;post=400&amp;subd=siledhel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom:0;">Przeczytałem książkę Paula Coelho.</p>
<p>Pierwszą i na razie ostatnią. Nie, nie jestem zniesmaczony (no, może trochę), nie będę wyżywał się ponad miarę, ani tym bardziej nie zamierzam kreować się na znawcę literatury czytającego Ulissesa do śniadania, z pogardą spoglądającego na maluczkich. Czytałem w życiu o wiele większe gnioty (ot, choćby dzieła innego „bestsellerowca&#8221; – Dana Browna), chociaż też krocie książek lepszych. „Weronika postanawia umrzeć&#8221; &#8211; bo ta właśnie pozycja wpadła w me ręce &#8211; pozostawiła mnie w stanie sprzecznych uczuć; podczas lektury głównie irytowała, ale też potrafiła zaciekawić i poruszyć. Zacznijmy jednak od początku.</p>
<p>Przede wszystkim jest ona fatalna literacko, sprawia wrażenie raczej szkicu napisanego na kolanie w brudnopisie podczas wolnego popołudnia, niż pełnoprawnej powieści. Okazuje się, że to nie tylko wrażenie – w istocie tak właśnie jest, gdyż – jak się okazuje – napisanie jednej książki zajmuje Paulowi Coelho średnio trzy tygodnie. To wiele wyjaśnia.</p>
<p>Płodność pisarza i prędkość tworzenia muszą budzić podziw czy może zazdrość, jednak jasno widać, że mistrzem słowa on nie jest. Zdania proste do bólu, chwyty formalne na poziomie uzdolnionego ucznia gimnazjum, brak wyczucia tego, co trzeba napisać, a co warto by było pozostawić inteligencji odbiorcy, całkowita nieumiejętność sterowania nastrojem &#8211; oto cechy jego pisarstwa.</p>
<p style="margin-bottom:0;">Fabułka pędzi do przodu, nie pozostawiając ani chwili na nudę, kolejne akapity gładko objaśniają co się w danej chwili dzieje i dlaczego, tak by czytelnik nie musiał ani przez chwile wątpić w motywacje bohaterów. Bohaterowie i wszystkie postaci w ogóle zarysowane są płasko, wydaje się, że charakter każdej z nich wzoruje Coelho na własnych przeżyciach wewnętrznych, tak jakby nie potrafił wyobrazić sobie innych, niż swoja własna, perspektyw spojrzenia na świat. Stworzone są – jak i cała historia – głównie po to, by wygłaszać drętwe kwestie o tym, jak żyć by szczęśliwym być. Kolejne rozdziały kończą się tanimi moralizatorskimi monologami, których semantykę streścić można zestawem komunałów: „bądź sobą&#8221;!, „nie bój się ryzykować&#8221;!, „walcz o szczęście&#8221;!, „odnajdź radość życia&#8221;! i tak dalej i tak dalej.</p>
<p>A jednak – da się to czytać. Co prawda zgrzytając zębami na kulawą konstrukcję zdań (może to wina tłumaczenia?), nielogiczności fabuły, nachalne serwowanie życiowych mądrości, suche dialogi i nieprawdopodobne reakcje bohaterów, ale – da się. I nawet przyjemność jakąś z tego czerpać, i może jakąś złotą myśl wyłowić – wśród całej plejady tych banalnych, znaleźć coś przemawiającego do serca?</p>
<p>Tak jak istnieją książki-czytadła sensacyjne, fantastyczne, kryminalne, tak istnieją czytadła – bo ja wiem – moralizatorsko-filozoficzne (tę tezę stawiam oczywiście po to, by zaliczyć „Weronikę&#8230;&#8221; do tego ostatniego rodzaju). Idealne by poczytać w pociągu, na plaży, w sytuacji gdy nie mamy ochoty na nic poza niezobowiązującą rozrywką i bezmyślnym zatraceniem w słowie. Ale zachwycać się, budować kapliczki ku czci, ubóstwiać? To niestety świadczyć musi o kiepskim guście, małym oczytaniu, braku smaku. O tych cechach, które charakteryzują dzisiaj przeciętnego odbiorcę literatury i które przesądzają o wyglądzie list bestsellerów.</p>
<p>Jednak jeśli komuś sprawia ta literatura radość, co więcej – jeśli ktoś odnajduje w niej recepty na życie i motywacje do działania – należy się tylko cieszyć, że ktoś taki jak Paulo Coelho istnieje.</p>
<p>Czytać nikt nikomu nie każe.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/siledhel.wordpress.com/400/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/siledhel.wordpress.com/400/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/siledhel.wordpress.com/400/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/siledhel.wordpress.com/400/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/siledhel.wordpress.com/400/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/siledhel.wordpress.com/400/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/siledhel.wordpress.com/400/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/siledhel.wordpress.com/400/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/siledhel.wordpress.com/400/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/siledhel.wordpress.com/400/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/siledhel.wordpress.com/400/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/siledhel.wordpress.com/400/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/siledhel.wordpress.com/400/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/siledhel.wordpress.com/400/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=siledhel.wordpress.com&amp;blog=8713237&amp;post=400&amp;subd=siledhel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://siledhel.wordpress.com/2009/10/25/paulo-postanawia-pisac/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>57</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/6b5597131ee318c1f8fd066eaaa845eb?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">Siledhel</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Światy Dukaja, cz. II</title>
		<link>http://siledhel.wordpress.com/2009/07/15/swiaty-dukaja-cz-ii/</link>
		<comments>http://siledhel.wordpress.com/2009/07/15/swiaty-dukaja-cz-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 15 Jul 2009 17:29:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[literatura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://siledhel.wordpress.com/2009/07/15/swiaty-dukaja-cz-ii/</guid>
		<description><![CDATA[Znalazłszy podczas wakacji trochę więcej czasu niż zwykle na czytanie, przebrnąłem przez kolejne parę tekstów ze zbioru opowiadań Jacka Dukaja „W kraju niewiernych&#8221;. „Przebrnąłem&#8221; nie jest może słowem najszczęśliwszym, bo w ostateczności było to doświadczenie jak najbardziej przyjemne; jednak z drugiej strony użyłem go nieprzypadkowo. Konstruuje bowiem Dukaj swoje historie w sposób specyficzny: wrzuca nas [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=siledhel.wordpress.com&amp;blog=8713237&amp;post=24&amp;subd=siledhel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom:0;" align="justify">Znalazłszy podczas wakacji trochę więcej czasu niż zwykle na czytanie, przebrnąłem przez kolejne parę tekstów ze zbioru opowiadań Jacka Dukaja „W kraju niewiernych&#8221;. „Przebrnąłem&#8221; nie jest może słowem najszczęśliwszym, bo w ostateczności było to doświadczenie jak najbardziej przyjemne; jednak z drugiej strony użyłem go nieprzypadkowo.</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">Konstruuje bowiem Dukaj swoje historie w sposób specyficzny: wrzuca nas od razu w środek wymyślonego przezeń świata, zalewa specyficzną dla owego świata (czasem jest to wręcz wiele światów na raz&#8230;) terminologią nie trudząc się jakimkolwiek jej objaśnianiem, wprowadza postaci bez żadnej wstępnej prezentacji, po prostu każąc obserwować ich działania o nieznanych dla nas motywach. Bywa to frustrujące, bo przez pierwsze kilka-kilkanaście stron ledwo można zorientować się o co chodzi i im dłużej ów stan dezorientacji trwa, tym większą mamy ochotę rzucić książkę w diabły; na szczęście zawsze tuż przed owym kulminacyjnym momentem nieprzyjaznych uczuć daje Dukaj czytelnikowi jakąś wskazówkę, akapit przybliżający realia, jedno zdanie od którego nagle wszystko zaczyna mieć sens. I następuje cudowne składanie wszystkich informacji w całość, zazębienie słownych puzzli i oszołomienie kolejną wizją przyszłości która roztacza się przed naszymi oczyma. Frustracja zastąpiona przez zachwyt.</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">Nie są te opowiadania błahymi historyjkami SF, których fabuły byłyby tylko pretekstem do strzelania laserami czy wymachiwania błyskającymi mieczami. Chociaż przyznać trzeba, że widać wielką radość jaką czerpie Dukaj z umieszczania w swoich rzeczywistościach wymyślnych wynalazków, przyszłościowych rekwizytów – tego co obiecują nam dziś naukowcy, a co wciąż wydaje się bajką. Znajdą się zatem – a jakże – i lasery, i międzygwiezdne bramy, i supernowoczesne pancerze, i komputery, które z przejściem testu Turinga nie miałyby najmniejszych kłopotów. I nie zawsze owe cuda będą podporządkowane historii, czasem będzie chodziło tylko i wyłącznie o radosną, dziecięcą zabawę. Bo któż z nas nie bawił się żołnierzykami, któż nie marzył o dzierżeniu świetlnego miecza, któż nie szuka w literaturze rozrywki? Cóż, jeśli ktoś taki by się znalazł – źle trafił.</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">Jednak najważniejsze w tym wszystkim jest to, że owe popisy Dukajowej wyobraźni nie są sztuką samą dla siebie. Zamiast wciskać wam, drodzy czytelnicy, nic nie znaczące ogólniki jakie to w tych opowiadaniach odnaleźć możemy filozoficzne, metafizyczne i nie wiadomo jakie jeszcze rozważania, napiszę parę słów o jednym z owych opowiadań. „Ziemia Chrystusa&#8221; to wizja przyszłości, w której ludzkość nauczyła się eksplorować światy równoległe. Nie jest powiedziane w jaki dokładnie sposób – wiadomo tylko, że zgodnie z teorią chaosu alteracja jakiegoś nic nie znaczącego wydarzenia może wpłynąć na dalsze losy całego świata, że rzecz ma związek z kwantowym niedeterminizmem i że technologia ma oczywiście pewne ograniczenia (dla przykładu: znalezienie takiego alternatywnego świata nie jest proste); natomiast dokładnie nakreślone zostają implikacje polityczne i społeczne jakie owa technologia powoduje: toczą się międzyświatowe wojny, powstają jednostki wyspecjalizowane w analizowaniu i anektowaniu odkrywanych światów, rozwijają się nowe dziedziny nauki, trwa nieustanny wyścig zbrojeń i walka o nowe zdobycze. Już taka wizja sama w sobie jest ciekawa, zwłaszcza że przekonująco przedstawiona, z dbałością o wszelkie detale, mająca jakieś tam naukowe podstawy. Jednak chociażby tytuł wskazuje na to, że opowiadanie jest o czymś więcej.</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">Bo oto odkryta zostaje alternatywna Ziemia. Ziemia, w której Chrystus nie umarł a zaczął panować, stworzył swoje królestwo; i zapanowała powszechna szczęśliwość. Na taki świat wysłana zostaje niczego nie spodziewająca się grupa zwiadowców – jakie będzie ich zdziwienie gdy okaże się, że napotkany tubylec na pytanie czy wierzy w Boga ze zdumieniem, nie rozumiejąc o co chodzi, odpowie im, że przecież „On <em>jest</em>&#8222;, jakże więc mógłby w Niego wierzyć? I że rozbrajająco oznajmi im, tym cynicznym, uzbrojonym w najnowsze zdobycze techniki, zastanawiającym się jak tu ten świat podbić żołnierzom: „Ja was kocham&#8221;. Co pomyśli jeden z nich, ten dla którego człowiek to jedynie deterministyczna, uwarunkowana przez historię, środowisko i geny maszyna; jak zachowa się inny – katolik-neofita – dla którego, wydawałoby się, taki świat to spełnienie marzeń? I jeszcze: czy oczywisty dowód istnienia Boga w jednej z alternatywnych rzeczywistości implikuje Jego istnienie – mniej namacalne, ale jednak istnienie – w każdej innej? Jak w ogóle ma się Bóg do idei światów alternatywnych?</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">Ostateczne rozwiązanie historii skupi się na człowieku a nie – nauce czy teologii. Jednak to, jakie ono będzie – tego już zdradzać nie będę.</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify"><img class="aligncenter size-full wp-image-25" title="Światy Dukaja, cz. II" src="http://siledhel.files.wordpress.com/2009/07/katedra_kadr.jpg?w=405&#038;h=202" alt="Światy Dukaja, cz. II" width="405" height="202" /></p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">Wśród opowiadań, które przeczytałem znalazła się również Katedra, doskonale wszystkim znana dzięki Tomaszowi Bagińskiemu – ale czy na pewno? Jak się okazuje, jego nominowany do Oscara film z samym opowiadaniem nie ma wiele wspólnego &#8211; jedynie tytułową katedrę, żywokryst (budulec z którego jest zbudowana) i mniej więcej zakończenie historii – zatem po jego przeczytaniu tym bardziej docenia się wyobraźnię Tomka. Bo zainspirowany przez Dukaja stworzył coś całkiem swojego, twórczo interpretując pierwowzór.</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">A samo opowiadanie? Chyba w nim najdalej przesunięta jest granica momentu, kiedy wszystko staje się jasne – już miałem dać sobie spokój gdy w końcu nastąpił moment olśnienia. Ale może dlatego odniosłem takie wrażenie, że oczekiwałem czegoś bardziej zbliżonego do filmu, chciałem dostać wreszcie opis owej słynnej katedry, skonfrontować go z obrazem. Nie tak szybko jednak; jak wspomniałem wyżej – oprócz samej katedry uraczeni jesteśmy również całkiem interesującą historią, ludzkim dramatem i paroma fantastyczno-naukowymi zabawkami. Warto byłoby przeczytać nawet i bez Bagińskiego.</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">Na tylnej stronie okładki napisano, że Dukaj jest jednym z najciekawszych współczesnych polskich prozaików. Po tym co napisałem wyżej, chyba nie muszę dodawać, że w pełni się z tym zgadzam. Tamże widnieje też rok urodzenia pisarza – 1974. Na końcu każdego opowiadania podana jest data jego powstania; jakże niesamowitym jest fakt, iż większość z nich napisał w wieku lat około dwudziestu. Geniusz?</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/siledhel.wordpress.com/24/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/siledhel.wordpress.com/24/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/siledhel.wordpress.com/24/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/siledhel.wordpress.com/24/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/siledhel.wordpress.com/24/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/siledhel.wordpress.com/24/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/siledhel.wordpress.com/24/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/siledhel.wordpress.com/24/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/siledhel.wordpress.com/24/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/siledhel.wordpress.com/24/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/siledhel.wordpress.com/24/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/siledhel.wordpress.com/24/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/siledhel.wordpress.com/24/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/siledhel.wordpress.com/24/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=siledhel.wordpress.com&amp;blog=8713237&amp;post=24&amp;subd=siledhel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://siledhel.wordpress.com/2009/07/15/swiaty-dukaja-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/6b5597131ee318c1f8fd066eaaa845eb?s=96&#38;d=http%3A%2F%2Fs0.wp.com%2Fi%2Fmu.gif&#38;r=X" medium="image">
			<media:title type="html">Siledhel</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://siledhel.files.wordpress.com/2009/07/katedra_kadr.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Światy Dukaja, cz. II</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
