Wacław Potocki, Period siedemnasty

Periody Wacława Potockiego wpisują się w długą tradycję polskich utworów żałobnych, wywodzącą swe początki ze średniowiecza1 i osiągającą apogeum w renesansowej twórczości Jana Kochanowskiego. Nie są jednak owe Periody prostą zabawą erudycyjną w kontynuację ogranych wzorców, tylko szczerym świadectwem ojcowskiego bólu po stracie potomka. Poeta napisał je na okoliczność śmierci swego najstarszego syna – Stefana, który zmarł z wycieńczenia po bitwie chocimskiej w roku 1673. Cykl został ukończony rok później2.

Owe osiemnaście trenów to bardzo słabo znana karta w dorobku Potockiego. Przekrojowe opracowania literatury epoki baroku poświęcają im – jeśli w ogóle – co najwyżej parę (dosłownie) zdań, a w monografii powstałej w trzechsetlecie śmierci poety3 nie ma o nich ani słowa! Ostatnio jednak badacze wydają się zwiększać swoje zainteresowanie tą bardziej osobistą stroną twórczości Wacława Potockiego – przykładem próba analizy Periodu XV, której niespełna dziesięć lat temu podjęła się Estera Lasocińska4. My postaramy się bliżej przyjrzeć Periodowi XVII5.

Motywem przewodnim utworu jest sen, a dokładniej mówiąc: przekonanie podmiotu lirycznego, że wszystko sen, wszystko mara” (w. 1). Aby niepotrzebnie nie mnożyć bytów, utożsamimy podmiot liryczny z autorem, gdyż wszystko do takiej redukcji nas skłania; od okolicznościowego charakteru utworu, po jedność faktów z życia obu postaci (śmierć syna). Wracając do snu, nie mamy do czynienia z prostą kalką toposu vita somnus est, a z jego dość sprytnym wykorzystaniem – jak się okaże, nie każde życie to sen i tylko od nas zależy, czy będziemy żyć na jawie czy we śnie. Zacznijmy jednak od początku.

W pierwszych czterech wersach zostaje powiedziane, że całe życie, które wydaje nam się jawą, w istocie jest snem. Autor zwraca się do czytelnika, sugerując mu, iż jest głupcem, sądząc jakoby wszystko, co mu się przydarza, odbywało się na istej jawi” (w. 4). Następne wersy stanowią rozwinięcie tej myśli. Okazuje się, że ów wszechogarniający wszystko sen ma swoją przyczynę:

Przetrzy jedno duchowne, przetrzy ze snu, oczy,
Któreć zbytnie staranie o ten żywot mroczy
w. 5-6

Okazuje się, że sen, w którym żyje większość z nas, to skutek zapatrzenia się w dobra ziemskie („zbytnie staranie o ten żywot”) i zapominania o życiu duchowym („przetrzy jedno duchowne (…) ze snu, oczy”). W dalszych wersach podaje autor przykład świętego Piotra (w.11-12), który również spał, aż nie obudziło go pianie koguta – wtedy dopiero przypomniał sobie przepowiednię Jezusa o potrójnym zaparciu się wiary i zaczął rozpaczać nad swą niedolą.

Następnie Potocki chce pokazać marność tego świata, o który tak beznadziejnie troszczymy się popadając w duchowy sen. Pojawia się tutaj częsty w twórczości epicedialnej motyw vanitas, czyli powtarzane za Eklezjastą – wszystko marność”! Wszelkie wielkie plany ziemskie obracają się w proch, na czele z budową wieży Babel (w. 15-20). Potocki daje przy tej okazji powód wszystkich tych niepowodzeń – pychę. Wymienia wspominanych już wcześniej budowniczych wieży Babel, Nabuchodonozora, Kserksesa, Antyjochę – postaci, które wzniósłszy się na wyżyny władzy i potęgi, srodze zapłaciły za ów konterfet ambicyj” (w. 19). By podkreślić wagę swych ostrzeżeń i przestróg przeciw pysze, autor podaje ją za praprzyczynę całego zła utożsamianego z Lucyferem („diabłem starym”):

I insze niezliczone widzisz tam tytuły,
Co szaleli zarazą pysznej kanikuły,
Choć ledwie że nie patrzą, kiedy diabeł stary
Dla takiejże z nieba był zepchniony przywary.
w. 27-30

Po kolejnym zapewnieniu, że „we śnie to wszystko było” następuje wprowadzenie kolejnego typowego dla okoliczności toposu – ubi sunt? Następuje zatem wyliczenie wspaniałych historycznych miast, z których teraz pozostały jedynie ruiny bądź opowieści:

Gdzież się wżdy miast szerokich osady podziały,
Tyry, Memfy, Sydony, Kartagi i świata
Ozdoba, Jeruzalem? Wszytko czas pozmiata,
Wszytko było jak we śnie. Uderzyła czwarta,
Jedne z gruntu spadają, drugich się coś warta.
w. 36-39

Dalej wymieniane są wspaniałe budowle (kolosy, piramidy), dzieła filozofii i retoryki, można by rzec: cały dorobek ludzkości. I „wszystko to za pierwszym ocknieniem zginie” (w. 46). Ma na myśli poeta obudzenie się ze snu nieświadomego życia w pogoni za ziemskimi dobrami – nie mają owe dobra znaczenia, jeśli nie troszczymy się o duchową stronę naszej egzystencji. Potocki nie pozostawia wątpliwości, że pogoń za bogactwem nie jest najlepszym pomysłem:

Kogo fortuna, złoto, urodzenie krasi,
Wszytko to zniknie, skoro śmierć świeczkę zagasi.
w. 49-50

W końcu poeta precyzuje nareszcie, co według niego jest gwarantem życia na jawie i w jaki sposób można obronić się przed przespaniem naszego ziemskiego bytowania. Nie jest zaskoczeniem, że Potocki, w którego życiu i twórczości religia zawsze odgrywała dużą rolę6, poleca czytelnikom zwrócić się ku zmarłemu na krzyżu Zbawicielowi i „intercyzie”, którą przez swą śmierć podpisał:

Teraz siedzisz, człowiecze, jak goły na zyzie;
Dlatego się przeglądaj w nowej intercyzie,
Którą krwią podpisawszy na krzyżu Syn Boży,
Sygnetem przez śmierć srogą żywot swój przyłoży.
w. 57-60

Wreszcie wyjaśnia się koncept budowany przez pierwszą część utworu. Snem nazywa poeta życia bezrefleksyjne, dalekie od Boga (w pojęciu chrześcijańskim), poświęcone pomnażaniu bogactw ziemskich. Radą na takie przespanie życia jest zwrócenie się ku Chrystusowi, który umierając na krzyżu daje nam możliwość zbawienia. Człowiek budzi się w chwili śmierci, kiedy orientuje się, że wszystko, czemu do tej pory poświęcał swój czas i zasoby okazuje się niczym (motyw vanitas). Jednakże, tak jak św. Piotr obudził się po trzecim pianiu kura, tak i my możemy obudzić się wcześniej (jeszcze zanim Śmierć zacznie pukać do naszych drzwi) – żyjąc w zgodzie z chrześcijańską wiarą.

Dochodzi tu jeszcze do głosu rozpacz ojca tracącego syna. O ile pod słowami podmiotu lirycznego kryją się nakreślone wyżej pouczenia moralne, to na powierzchni dostrzegamy znamiona rozpaczy. Wspominany już motyw vanitas: świat trwa od wieków, natura i przyroda od zawsze istnieją wedle boskich praw, natomiast człowiek w ten idealny system wprowadza zaburzenie i gwałci prawa zarówno boskie, jak i naturalne (w. 75-76). Te rozpaczliwe wnioski przejmują nas do głębi i dają świadectwo bólowi po stracie syna – widzimy stan, w którym autor wątpi już w jakimkolwiek sens istnienia.

Ostatecznie następuje kulminacja i pojawia się wątek przedwczesnej śmierci syna – powód, dla którego Periody przecież powstały.

We śnieś świat, i jam cię miał we śnie, synu luby!
Ale swojej na jawi lamentuję zguby.
w. 79-80

Autor stwierdza, że czas, w którym jego syn żył, był czasem snu. Biorąc ten fragment bez kontekstu, moglibyśmy łatwo wysnuć wniosek, że metafora ta w swej istocie ma związek z czasem – tak samo szybko mija sen, jak minęło życie ukochanego syna. Jednak nie po to przez kilkadziesiąt wersów pisał nam poeta o śnie, żebyśmy teraz prześlizgnęli się po wersie 79. w tak powierzchowny sposób.

Zgodnie z tym, co pisaliśmy wcześniej, wypada nam zinterpretować ów fragment nieco inaczej: gdy syn poety żył, ich życie płynęło szczęśliwie bez zmartwień, nie musiał więc poeta zastanawiać się nad sensem istnienia ani szczególnie zwracać się ku Bogu. Mówiąc terminologią nakreśloną w utworze śnił. Dopiero jego śmierć wywołała w Potockim szok, pozwoliła mu spojrzeć na swoje życie z dystansu i – co najważniejsze – przebudzić się: „swojej na jawi lamentuję zguby” (w. 80).

Cztery następne wersy to bardzo subtelnie poprowadzona, nie rzucająca się w oczy, a przecież – gdy już czytelnik ją zauważy – niesamowicie mocna w treści część laudatio. Typowy element utworu epicedialnego, najczęściej występujący na początku, tutaj – niemal na końcu. Przyjrzyjmy się mu dokładniej:

Ledwie z pieluch, ledwieś się z dziecińskiego puchu
Obudził, gdy był w srogim polski świat rozruchu;
Aż ci zaraz, nie dawszy, żebyś tu żył dłużej,
Niemiłosierna Parka wiecznie oczy mruży
w. 81-84

Dowiadujemy się, że Stefan przy wyjściu ze stanu dziecięcego się obudził! Zatem jako młodzian nie spał on, jak wielu ludzi, żyjąc w nieświadomości, tylko – jako oddany Bogu dobry chrześcijanin – rzucił się do walki za ojczyznę. Cały czas na jawie, zasypia dopiero, gdy „mruży mu oczy niemiłosierna Parka”. Zatem chwila śmierci nie jest – jak było mówione wcześniej – chwilą przebudzenia, nie dla kogoś, kto – jak Stefan – nie spał! Wraz ze śmiercią nadchodzi chwila snu, ale jakże innego – snu wiecznego, nagrody dla dobrego człowieka, jakim niewątpliwie musiał być syn poety. Parka przecinająca nić jego żywota – niczym antycznym herosom – również może być uznana za rekwizyt dodający chwały adresatowi apostrofy, jednak można ją też uznać za typowy jeszcze w tej epoce szczegół mitologiczny, wepchnięty tam na zasadzie umowy społecznej (dopiero sto lat później Franciszek Karpiński będzie postulował porzucenie tego grecko-rzymskiego sztafażu7).

Cztery ostatnie wersy utworu to typowe comploratio. Zbolały ojciec pisze o płaczu i krwawych łzach, w których „myje utrapione serce” (w. 82). Wyraża również przekonanie, że chyba będzie już opłakiwał syna do śmierci: „aż się i sam takiego opijum napiję” (w. 83).

Period siedemnasty, z pozoru prosty utwór opartych na typowych dla liryki epicedialnej topoi, okazuje się wcale niebanalnie skonstruowanym przedstawicielem swojego gatunku. Przede wszystkim dostrzegamy w nim zaburzenie kolejności występowania oraz objętości elementów epicedium: laudatio, comploratio i consolatio. Biorąc pod uwagę, że cały utwór kończy się dramatycznym opłakiwaniem, można wątpić, czy mamy w ogóle z epicedium do czynienia. Przewijający się przez cały wiersz topos „życie jest snem” został twórczo wykorzystany do wyprowadzenia moralnych nauk dla współczesnych oraz do błyskotliwego poprowadzenia części laudacyjnej. Na pewno warto przyjrzeć się pozostałym utworom cyklu, jak również zbadać go z szerszej perspektywy.


1 zob. Wiersz o zabiciu Andrzeja Tęczyńskiego [w:] Polska poezja świecka XV wieku, oprac. M. Włodarski. Wrocław 1997. 

2 Cz. Hernas, Barok, Warszawa 1998.

3 J. Malicki, Pisał się z Potoka..Studium o Wacławie Potockim. W trzechsetną rocznicę śmierci, Katowice 1996.

4 E. Lasocińska, Period XV – stoicyzm łużnieńskiego poety, Roczniki Humanistyczne” 1 (2001), s. 61-73.

5 Wacław Potocki, Period siedemnasty [w:] Dzieła, wyd. L. Kukulski, Warszawa 1987, t. 1, s. 508-510.

6 por. J. Goliński, Insza rzecz pobożność, insza nabożność. O poetyckich świadectwach religijności Wacława Potockiego [w:] Potocki (1621-1696). Materiały z konferencji naukowej w 300-lecie śmierci poety. Kraków, 4-7 listopada 1996, red. W. Walecki, Kraków 1998, s. 39-52.

7 F. Karpiński, O wymowie w prozie albo w wierszu [w:] Oświeceni o literaturze. Wypowiedzi pisarzy polskich 1740-1800, oprac. T. Kostkiewiczowa i Z. Goliński, [b.m.] 1993.

Jedna odpowiedź to “Wacław Potocki, Period siedemnasty”

  1. arthritis pain relief Says:

    Great post. I was checking constantly this blog and I’m impressed! Extremely useful information specifically the last part :) I care for such information a lot. I was looking for this particular info for a long time. Thank you and good luck.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: