Lekcja poetyki

Wybraniec Tomasza Manna wobec wzorca legendy hagiograficznej: stylizacja, parodia, …?

O Wybrańcu Tomasza Manna można by pisać dużo mimo swej niepozorności, jest bowiem powieścią ze wszech miar wybitną. Doskonała pod względem językowym, odwołująca się do tradycji w sposób tak bezpretensjonalny, że lektura jest niczym innym, jak czystą przyjemnością, reinterpretująca znaną od dawna historię, i tak dalej, i tak dalej zalety mnożą się w nieskończoność. My jednakże zamierzamy skupić się tylko na jednym aspekcie: zastanowić się, jak ma się powieść niemieckiego noblisty do utworów, których styl w jawny sposób naśladuje (nie powiemy jeszcze – parodiuje, pastiszuje – bo o wyborze odpowiedniego słowa zdecydujemy po odpowiednio rzetelnych badaniach), czyli – hagiografii świętych świata chrześcijańskiego.

Zdajemy sobie sprawę, że zadanie, którego się podejmujemy nie jest łatwe. Pomijając trudności w zrozumieniu tak złożonego dzieła i ogarnięciu intencji autora (co, swoją drogą, wcale nie powinno nas zajmować, wszak dzieło od autora niezależnym jest), pojawia się problem terminologii. Pojęcia, takie jak stylizacja czy parodia, mogą oznaczać właściwie wszystko, a wzięcie pierwszej z brzegu słownikowej definicji zaprowadziłoby nas donikąd. Zdecydowaliśmy się zatem skorzystać z dwóch prac, które wszechstronnie szkicują problematykę stylizacji i parodii. Teksty R. Nycza1 i M. Głowińskiego2 stanowią doskonały punkt wyjścia do wszelkich teoretycznych rozważań i to na nich w pewnej części będziemy się opierać. Podają one wiele definicji i podejść do interesujących nas terminów – będziemy przywoływać niektóre z nich wraz z postępami naszych badań.

Zanim przejdziemy do rozważań stricte teoretycznoliterackich, powiedzmy o bezpośrednich inspiracjach autora. Jak wiadomo3, Mann po raz pierwszy poznał legendę o dobrym grzeszniku” z lektury dwunastowiecznego eposu Hartmanna von Aue Gregorius (epos ów – w oryginale po niemiecku – nie doczekał się tłumaczenia na język polski, nie mogliśmy zatem dobrze się z nim zapoznać, za co Czytelnika uniżenie przepraszamy – mamy wszak nadzieję, że to niedopatrzenie nie będzie skutkowało wyciąganiem fałszywych wniosków). Drugą bezpośrednią inspiracją była ta sama historia, ale ze zbioru wczesnochrześcijańskich podań Gesta Romanorum, którą Mann poznał pięćdziesiąt lat później. Oczywiście to nie jedyne dzieła, w których motyw papieża Grzegorza się pojawia, jednak uznajemy je za najważniejsze. W szczególności opowieść z Historii rzymskich będzie stanowiła dla nas punkt odniesienia do fabuły i sposobu, w jaki Tomasz Mann ją zmodyfikował (pamiętamy jednak, że nie jest ona hagiografią w ścisłym znaczeniu gatunkowym, a jedynie prostym exemplum, spisaną na szybko historyjką, zatem nie opieramy wszystkich naszych tez na tym jednym porównaniu).

Spróbujmy teraz porównać Dzieje żywota rycerza Grzegorza4 z Wybrańcem. W warstwie kluczowych wydarzeń fabuły oba teksty różnią się niewiele. Oczywiście, musimy brać pod uwagę, że Dzieje… są kilkostronicową opowiastką, a Wybraniec – pełnoprawną powieścią, jednak gdyby podać komuś mało uważnemu Dzieje… i powiedzieć: patrz, masz oto tutaj streszczenie dzieła Tomasza Manna” – mógłby ów ktoś uwierzyć. Podkreślamy jednak – mało uważnemu! Bo różnice w szczegółach istnieją i właśnie teraz postaramy się je wskazać.

Pominiemy elementy w ogóle nie występujące w exemplum (pokutna zmiana Grzegorza w quasi-jeża, niezwyczajna umiejętność skupiania się tegoż, nieprzezroczysta narracja – będziemy rozwodzić się nad tym w dalszej części dyskursu) a przedstawimy to, co można bezpośrednio porównać. Przede wszystkim, motywacja postaci. W średniowiecznej opowiastce – mocno arbitralna, ale to bierze się z objętości i przyjętej konwencji. Wiadomo, że autor prawdziwej powieści mógł nas przekonać o autentyczności przeżyć bohaterów i dokładnie przedstawić motywy ich działań, zgodnie z arystotelesowską zasadą prawdopodobieństwa. Hagiografie wcale takiej zasady nie chciały przestrzegać – chodziło przecież o coś innego – o exemplum dla ludu.

Co prawda P. Nehring odnośnie toposu hagiografii chrześcijańskich narratio probabilis pisze, że „najważniejszą zaletą opowiadania było niewątpliwie jego prawdopodobieństwo”5, jednak nie ma na myśli prawdopodobieństwa takiego, jakim rozumiemy je dzisiaj. Chodziło raczej o to, by pofatygować się podaniem miejsca i czasu akcji, ewentualnie jakiejś prostej przyczyny zdarzeń. W żadnym razie nie wgłębiano się w psychologię postaci. Zresztą do sprawy hagiograficznych topoi jeszcze wrócimy.

We wstępie do naszej pracy wspomnieliśmy pojęcie pastiszu. W tym miejscu możemy je jednak odrzucić. Rozumiemy je bowiem dość wąsko, jako bardzo wierne naśladownictwo (nie wchodząc w mniej istotne szczegóły) – a różnica, którą wyżej wskazaliśmy bardzo wyraźnie różnicuje Wybrańca od legend chrześcijaństwa. Rozważmy jednak pojęcie stylizacji.

We wspominanym już przez nas artykule M. Głowiński wymienia różne typy stylizacji, w tym stylizację historyczną. W oczywisty sposób możemy dostrzec właśnie ten rodzaj w Wybrańcu, który każdemu czytelnikowi przywoła na myśl dzieła z innej epoki, nie pozostawiając jednocześnie wątpliwości odnośnie swego nowoczesnego rodowodu. Efekt stylizacyjny osiągany jest różnymi sposobami, z których być może najważniejszym jest język. My – jako że zmuszeni byliśmy korzystać z przekładu – nie będziemy skupiać się na tym akurat aspekcie, ograniczając się do zacytowania J. Łukosza:

Sam pisarz przytacza czyjeś spostrzeżenie na temat składników niepowtarzalnego stylistycznego efektu: dialekt szwajcarski, niemczyzna baroku i Luther-Deutsch”, od początku powieści do jej końca opierające się na średniowysokoniemieckim idiomie” Hartmanna von Aue. Tomasza Manna zajmuje ponadnarodowy wymiar średniowiecza, co nie pozostaje bez skutków w i tak urozmaiconej niemczyźnie, która niekiedy tworzy melanż z elementami angielszczyzny i francuszczyzny6.

Ponadnarodowy wymiar średniowiecza”! Tak właśnie rozumie stylizację historyczną M. Głowiński – jako odwołanie do świadomości odbiorców, do potocznej wizji historii. Język w średniowieczu mógł być całkowicie inny, ale ten wykreowany przez Manna wydaje się czytelnikowi jakby wyjęty wprost z owej epoki. Jednak siła stylizacyjna Wybrańca nie leży tylko w języku; powiedzielibyśmy, że chodzi o całą vision du monde, czyli podejście do świata prezentowane przez bohaterów i narratora, przywołujące czytelnikom na myśl mroki wieków średnich.

Moglibyśmy wskazać mnóstwo cytatów potwierdzających właśnie owo stereotypowo średniowieczne widzenie świata, ograniczymy się do podania dwóch. Pierwszy prezentuje podejście do człowieczej seksualności oraz sił sprawczych działających w świecie (szatan, Bóg); drugi – rycerski honor oraz cały obczaj związany z dworem.

Jakże często opowiadanie o tych niedobrych dzieciach przywodziło mi na pamięć inną parę rodzeństwa: mistrza naszego divum Benedictum, syna Euprobusa, i jego ukochaną Scholastykę; jak to sobie mile a bogobojnie mieszkali razem w dolinie Sublacus, aż ich stamtąd szatan podłą chytrością wypędził. Albowiem sprowadził do ich klasztoru siedem niepowszedniej piękności heter, skutkiem czego kilku spośród ich uczniów (nie wszyscy, lecz pokaźna liczba) uległo chuci cielesnej7.

Książę Roger ma zwyczaj wyjeżdżać przed bramy i wyzywać na pojedynek naszych największych bohaterów, a nikt go jeszcze nie pokonał. Gdyż jego sztuka rycerska jest wielka i znana szeroko we wszystkich krajach. Powodowani honorem, jeden po drugim stają mu nasi, lecz dotychczas każdego rozciągnął, a gdy ów prosił pardonu, przed naszymi oczyma uprowadzał go w niewolę; w przeciwnym razie zabijał. Tak tedy przerzedził się już szpetnie szlachetny entourage pani naszej (133).

Widzimy jasno, że dzieło jest wyraźną stylizacją, lecz naszym zdaniem jest również czymś więcej. Zastanowimy się teraz nad pojęciem parodii. Odrzucamy na wstępie tradycyjne (klasycystyczne) rozumienie parodii jako zmiany tematycznej, przy zachowaniu parodiowanego stylu, bo przecież tutaj temat pozostał całkiem ten sam. Jednak czy na pewno? Owszem, temat przewodni tak, ale przecież powieść to jeszcze wiele wątków pobocznych, w których – korzystając z przyjętych konwencji językowych – mógł Mann niejednokrotnie rozbawić czytelnika. Zobaczmy przykład.

(…)zobaczyli jakiś przedmiot, istotę, żywe stworzenie (…); niewiele większe od jeża, sunęło ono na czworakach, bądź też stawało słupka, po czym znów opuszczało się na przednie kończyny (244).

Po siedemnastu latach ascezy Gregorius zmienił się we wspominanego już quasi-jeża; dwóch przybyłych doń biskupów próbuje porozumieć się z kreaturą: jeden z nich zwraca się do niego miły stworze” (246), drugi stwierdza z odrazą, że owo stworzenie jest bardzo nastroszone” (245). Cała sytuacja – kuriozalna. Oto przybywają po nowego papieża – wskazanego im przez samego Boga – i znajdują poczwarę, z którą próbują się porozumieć. Komizm bierze się stąd, że, nie porzucając wcześniej obranego, patetycznego stylu, narrator opisuje sytuację jakby z całkiem innej bajki. Co prawda E. Curtius wskazuje, że w hagiografiach zdarzały się wątki ludyczne8 (wszak średniowiecze wcale – wbrew być może powszechnej opinii – od śmiechu nie stroniło), ale jednak nie taki ludyzm miał na myśli…

Przykłady tego typu można by mnożyć. Wybraliśmy tutaj ten, dlatego, że prawdziwie podczas lektury nas rozbawił. Wbrew pozorom, nie jest ta uwaga pozbawiona głębszego celu: chcemy udowodnić, że utwór Manna jest ze wszech miar nowoczesny i doskonale wpasowuje się w gusta dzisiejszego czytelnika, który może z jego lektury czerpać przyjemność tak po prostu. Nie powiedzielibyśmy tego przecież o autentycznych średniowiecznych legendach – wątpimy, by ktoś czytywał je jeszcze dziś dla rozrywki.

Podajmy jeszcze jedną – bardzo znaczącą – rozbieżność między tekstem legendy spisanej w Gestis Romanorum a wersją Manna. Mamy na myśli samo rozwiązanie akcji i wjazd nowego papieża do Rzymu. Z tej okazji w całym mieście rozbrzmiewają dzwony:

Zanim Grzegorz dotarł do miasta, rozdzwoniły się wszystkie dzwony, a mieszczanie, słysząc je, mówili: Chwała Najwyższemu, oto bowiem nadchodzi ten, co ma być zastępcą Chrystusa”! I wyszli mu naprzeciw, powitali go z wielką czcią9.

Typowa sytuacja z hagiografii: prostaczkowie radują się z nadejścia świętego i w niczym nie przeszkadza im cały towarzyszący temu rozgardiasz – wszak nie oni są w opowieści ważni. Trzeba było dopiero paru wieków, by ktoś zastanowił się, że takie bicie dzwonów w całym mieście nie mogłoby być przyjemne. Błyskotliwa interpretacja tego niepozornego fragmentu legendy w wykonaniu Tomasza Manna brzmi tak:

Przez trzy dni i noce niepodobna było zatrzymać dzwonów Rzymu: biły jednogłośnie, z największą siłą, we wszystkich punktach; a mieć przez cały ten czas w uszach owo przeogromne huczenie i dyndolenie było nie lada próbą dla ludzi, z czego duch opowieści zdaje sobie sprawę (276).

Z naszych rozważań (również tych, które dopiero przed nami) chcielibyśmy wyprowadzić wniosek, że Wybrańca należałoby traktować jako parodię w rozumieniu L. Hutcheona10, czyli jako repetition with difference – powtórzenie z różnicą. Bo powtórzona została znana od średniowiecza historia, ale w jaki sposób powtórzona! Różnice tyczą się nie tylko li i wyłącznie formy – powieść versus wierszowany poemat czy exemplum – ale przede wszystkim samego ducha historii, tego czegoś, co Francuzi nazywają esprit, a Anglicy – wit. Błyskotliwości. Papierowi bohaterowie drętwej opowiastki w duchu wygłaszanych grobowym głosem kazań pod wpływem magicznego pióra Tomasza Manna nabrali życia, zyskali trójwymiarowość” i szturmem wdarli się w nasze serca. Ale czy ta parodia, to repetition, miało służyć jedynie naszej rozrywce i umileniu czasu? Czy jedynie funkcję ludyczną w tej parodii możemy wyodrębnić? Nie. Powiemy nawet więcej: to nie ona jest tutaj najważniejsza.

We wspominanym już przez nas artykule R. Nycza wyróżnione zostały jeszcze inne funkcje parodii. Odrzucamy funkcję satyryczną, jako nie mającą związku z omawianym dziełem i skupiamy się na dwóch pozostałych: krytycznej i konstruktywnej.

Funkcja krytyczna w Wybrańcu jest jasno widoczna. Reinterpretacja skostniałej legendy wskazuje nam na jej słabości. Konfrontując zachowania bohaterów, sposób komunikacji z czytelnikiem, motywacje działań, rozwiązania fabuły (przecież tak podobnej, a jednak różnej!), widzimy, czego legendom brakowało. Przede wszystkim chodzi o wspominaną już zasadę prawdopodobieństwa, która została wprowadzona do Wybrańca (choćby podczas omawianego już spotkania biskupów z papieżem-pustelnikiem) i przez to uświadomiła nam braki wzorca, gdzie nikt prawdopodobieństwem się nie przejmuje.

Innym przykładem takiego uświadomienia jest postać narratora. W oryginalnych legendach zupełnie przezroczysta, nie wysuwająca się ani razu na plan pierwszy (chyba że w topoi wstępu czy zakończenia11) a tutaj – grająca pierwszorzędną rolę! Cały pierwszy rozdział to przedstawienie narratora, który – jak sam mówi – wciela się w rolę ducha opowieści”. W rozdziale tym niejako przy okazji zostaje wyłożona filozofia historii wiecznie żywych i zawsze obecnych w zbiorowej podświadomości: rzecz w tym, by były uniwersalne, niezależne od miejsca i czasu akcji, również od języka. Taka właśnie jest według Tomasza Manna legenda o papieżu Gregoriusie. Ale wróćmy do głównego przedmiotu naszych badań.

Postać narratora daje autorowi możliwość krytycznego rozliczenia się ze średniowiecznymi legendami. Przede wszystkim rzuciły nam się w oczy bardzo częste wymówki o braku kompetencji do opisywania tego, co, de facto, jest opisywane. Zobaczmy.

Albo też zostawały od razu przy drzwiach, każąc maleństwom, Sybilli – w haftowanej sukience (czy jak się tam zowie wzór dziany misternie złotą nicią) (20).

Cóż ja wiem o rycerstwie i łowiectwie. Jestem mnichem, w gruncie nieświadomym i nieco się lękającym tego wszystkiego. Nigdy nie podchodziłem lochy ani grzmiało mi w uszach trąbienie rogu wabiące w zasadzkę jelenia. Nie oprawiałem też zwierzyny, by, jako pan upolowanej zdobyczy, kazać piec na węglach co smakowitsze jej części. Udaję tylko, że potrafię należycie opowiedzieć, jak wychowywano młodego Wiligisa i paraduję słowy.(…) Ale wcielany przeze mnie duch opowieści ma już to do siebie, iż na pozór we wszystkim, o czym prawi, wielce jest doświadczony i czuje się jak w domu. (24)

Mnisze moje serce nie bierze wcale udziału w onej męskiej swawoli i bijatyce rycerskiej; nie lubię tego i gdyby nie nader osobliwe rozstrzygnięcie, pomyślne w owej chwili, lecz w skutkach straszliwe – nawet bym o tym nie wspominał. Nie wpadnę też w rymowanie i w takt pieśni jak to się zdarzyło panu Poitewinowi, kiedy wieścił o junactwie Grigorsa. Mój umysł duchownego nie traci tak łacno trzeźwości z powodu święta wzajemnego grzmocenia się. I bez tego wie każdy, jak się to zwykło odbywać i co wtedy czynią (155).

Oczywistość funkcji ludycznej tych fragmentów nie zwalnia nas z obowiązku doszukania się głębszego sensu w owym krygowaniu się. Sądzimy, że nagromadzenie tego typu konstrukcji jest zwróceniem uwagi fakt, iż średniowieczne legendy spisywane były przez ludzi niekompetentnych, dokładnie jak mówi to narrator w przytoczonych wyżej cytatach. Tutaj explicite pomaga mu duch opowieści”, który uzupełnia braki wiedzy skryby notującego znaną legendę. W hagiografii historycznej, autentycznych legendach, ów duch nie działał dosłownie. Brak w nich szczegółów (tych drobiazgów, którymi potem zachłyśnie się oświeceniowa powieść), spisane zostają same fakty”, a ozdobniki uzupełnia animus, czyli zasób wiedzy powszechnej, właściwej każdemu czytelnikowi, który dopiero podczas lektury sam musiał wyobrazić sobie, jak to wszystko mogło dokładnie wyglądać.

Kolejnym elementem, który zauważyliśmy i który wydał nam się ważny, jest uzasadnienie (nie występujące w oryginale) przewag Grigorsa, które posiadał nad wszelkim przeciwnikiem. Mowa jest o nadzwyczajnej zdolności skupiania wszystkich sił w jednym punkcie. Może i nie byłoby to pozbawione sensu (wszak w hagiografiach trzeba było udowodnić szczególną łaskę bożą spływającą na świętych12), gdyby nie wygłaszane z pietyzmem sentencje dotyczące właśnie owej nadzwyczajnej zdolności:

Zwierzę się wam z pewnej teorii – ciągnął sołtys – która od biedy tłumaczyłaby ową niezwykłą próbę szlachetności, jaką dał nam mój gość. Otóż posiada on widocznie dar skupiania się w walce każdej chwili ponad wszelką spotykaną miarę i zbierania przy tym wszystkich sił swego ducha jak gdyby w jeden płonący punkt (140).

Znów – czytelnik uśmiecha się pod nosem, a my wiemy, że musi być to jawne odniesienie do typowych legend. Nie w jednej przecież mówi się o nadzwyczajnych zdolnościach, jakie – niczym amerykańscy superbohaterowie – posiadają święci. Tutaj topos doprowadzony do absurdu.

Zarysowaliśmy lekko obecność funkcji krytycznej parodii w dziele Tomasza Manna, ale chcielibyśmy stwierdzić, że naszym zdaniem – jeśli już doszukujemy się owych abstrakcyjnych funkcji – najważniejszy jest konstruktywizm. Bo przecież przy całym nawiązywaniu do średniowiecznych wzorców, stylizacji języka, używaniem znanych topoi, reinterpretowaniu oryginalnych wątków, mamy coś więcej – autonomiczny utwór, rządzący się własnymi prawami, istniejący sam dla siebie. Możemy wyobrażać sobie czytelnika nie znającego w ogóle twórczości średniowiecza i wciąż czerpiącego przyjemność z lektury.

Wybrańca można uznać za parodię, ale w bardzo szerokim sensie. Nie jest ona nakierowana jedynie na dzieło parodiowane i nie jest jej celem jedynie dialog z innymi tekstami. Może istnieć autonomicznie, ale pełny wymiar zyskuje dopiero osadzona w konkretnym kontekście, dopiero czytelnik odpowiednio kompetentny będzie mógł w pełni docenić jej walory. Chcielibyśmy postawić tezę, że dla pewnej grupy czytelników będzie ów Wybraniec parodią, dla innych – tych mniej oczytanych i mniej świadomych – nie, jedynie dostrzegą pewne elementy stylizacji (język, ale i vision du monde).

Na tym kończymy nasze rozważania. Albowiem słońce zachodzi a pióro drży w naszej zmęczonej dłoni. Staraliśmy się wykazać, że Wybraniec Tomasza Manna jest nie tylko stylizacją, ale wręcz parodią średniowiecznych hagiografii chrześcijańskich. Z Bożą pomocą udało nam się to, ale przy dość swobodnym potraktowaniu obu terminów. Nasza praca jedynie zarysowuje problem, który być może warto byłoby zbadać znacznie dokładniej.


1 R. Nycz, Parodia i pastisz. Z dziejów pojęć artystycznych w świadomości literackiej XX wieku [w:] idem, Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Warszawa 1995, s. 200-241.

2 M. Głowiński, O stylizacji [w:] Stylizacja tekstów, red. E. Miodońska-Brookes, A. Kulawik, M. Tatara, Warszawa 1973.

3 zob. J. Łukosz, Posłowie [w:] T. Mann, Wybraniec, przeł. A. Linke, Wrocław 1998.

4 Gesta Romanorum. Historie rzymskie, tł. P. Hertz, Warszawa 2001, s. 68-75.

5 P. Nehring, Topika wczesnych łacińskich żywotów świętych  (od Vita Antonii do Vita Augustini), Toruń, 1999, s. 49.

6 J. Łukosz, Posłowie… s. 290.

7 T. Mann, Wybraniec, przeł. A. Linke, Wrocław 1998, s. 49

8 E.R. Curtius, Literatura europejska i łacińskie średniowiecze, tł. A. Borowski, Kraków 2005, s. 339-441.

9 Gesta…, s. 75.

10 L. Hutcheon, A Theory of Parody, The Teaching of Twentieth-Century Art Forms, New York 1985 [za:] R. Nycz, op. cit.

11 por. P. Nehring, op. cit.

12 por. P. Nehring, op. cit., s. 87-95.

Jedna odpowiedź to “Lekcja poetyki”

  1. online tarot card Readings Says:

    I’m gone to tell my little brother, that he should also pay a quick visit this web site on regular basis to get updated from most recent news update.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: