Szkic piórem: „Z ust do ust” Tadeusza Różewicza

Po pierwszej lekturze wiersz Tadeusza Różewicza Z ust do ust wydaje się dość prostą refleksją nad zjawiskiem karłowacenia idei pod wpływem: czasu, mediów, marnych interpretatorów, szarlatanów wykorzystujących ją do własnych celów. Idea z każdym kolejnym przekazem „z ust do ust” traci coś ze swej treści, wartości – jak w popularnej wśród przedszkolaków zabawie w „głuchy telefon”. Spróbujmy jednak przyjrzeć się utworowi dokładniej.

Pierwszy wers: ideja. Dlaczego nie – „idea”? Czy to typowa dla Różewicza ironia? Użycie mocno potocznego i niezgodnego z normą wariantu wymowy ma służyć podkreśleniu dystansu do tego pojęcia? Ma sugerować miałkość znaczenia słowa, które przecież znaczyć może wszystko (szczególnie dziś)? A może wręcz przeciwnie: Różewicz stara się dogrzebać do korzeni języka i zwraca uwagę, że przecież tak właśnie powinniśmy to słowo wymawiać, gdybyśmy chcieli pamiętać o jego szacownym, greckim rodowodzie. Mielibyśmy tu do czynienia znów z czymś typowo Różewiczowskim: dogrzebywaniem się do jądra języka, próbą osiągnięcia największej możliwej klarowności. Które z tych dwóch wyjaśnień jest prawidłowe? Może oba.

Wiersz syntagmatyczny, stosowany przez Różewicza po mistrzowsku (nie bez przyczyny zwany przecież „różewiczowskim”) daje nam przynajmniej dwa sensy w kolejnym strofoidzie. Przede wszystkim: „ideja ma język” – mimo że dalszy ciąg istnieje, to mamy prawo zastanowić się już nad sensem tego jednego wersu („ma język”). Jest to jakby pretensja do idei, że ma język – język, którym musi być wypowiedziana i przekazana, ale który w naturalny sposób ją ogranicza; przeciez Ludwig Wittgenstein powiedział: „granice mojego języka są granicami mojego świata”. Idea jest więc skazana na porażkę właściwie już od początku. Zostawmy na razie ten wątek, rozwiniemy go jeszcze przy omawianiu ostatniej, puentującej utwór strofy. Wróćmy do – drugiej. Idei nie tylko język po prostu przynależy, jest on dodatkowo „piękny i pokrętny jak wąż w raju”. Czyli – niezbyt dobry (delikatnie mówiąc – wszak wąż w Raju to sam Szatan). Jeśli Księga Rodzaju, to od razu nasuwa się na myśl „na początku było Słowo” – słowo z ideą nierozerwalnie związane.

Czy jednak język musi ideę ograniczać? Tak napisaliśmy wyżej, okazuje się wszak, że nie musi być to prawdą: „z ust filozofa wychodzi czysta”. Zatem język daje możliwości klarownego przekazu, ba! są ludzie, którzy tę możliwość potrafią wykorzystać i przekazać swą myśl taką, jaka ona jest… w rzeczywistości? Ale ona od „rzeczywistości” jest zbyt daleka. Filozof może wypowiedzieć swoją ideę, jednak w pełni nie zrozumie jej nikt poza nim – bo idea narodziła się w duszy, a dusza od ciała jest tak samo daleka jak idea od języka. Więc jednak – nie da się?

„Rzeczywistość” – to pragmatyka. Dziś język wykorzystywany jest jako narzędzie manipulacji, rządzenia. Idea jest daleka od świata (chciałoby się powiedzieć za Mickiewiczem: „w świecie, ale nie dla świata”), więc trzeba ją przyciąć na miarę motłochu. Idea staje się pastwą polityków, kapłanów i działaczy – ludzi, którzy wykorzystają ją dla własnych celów, ale przede wszystkim: nie zrozumieją jej; nie tylko dlatego, że są zbyt głupi (mogą tylko „przeżuć” – jak krowa na pastwisku), ale też dlatego, że ich nie interesuje; chcą wiedzieć tylko, jak wykorzystać ją do własnych celów – wypluć na głowy obywateli. Tutaj przypomina sie wspomniana zabawa w „głuchy telefon” i związek z tytułem: politycy nie zrozumieli idei i niezrozumianą podają dalej ludziom – którzy nie zrozumieją jej jeszcze bardziej!

Wśród tego Pandemonium pojawia się coś jeszcze gorszego – dziennikarz, którego interesuje jedynie sensacja, chwytliwy tytuł, liczba sprzedanych egzemplarzy szmatławca, do którego pisze. Doprawia więc ideę „śliną \ arogancją \ prowokacją” i – wydala. Ot, dzisiejsze dziennikarstwo. Wypluwanie, wydalanie – piękne przykłady charakterystycznej dla Różewicza dosadności i ironii (tego Różewicza, który pisał o „nowych wierszach”, że to „żałosna [podkreślenie moje] nazwa na wiersze napisane ostatnio”). Idea rośnie w ustach (jak – plotka) po czym „sięga bruku” – nawiązanie do słynnego wiersza Cypriana Norwida (którego pragnienie, „aby odpowiednie dać rzeczy słowo”, doskonale pasuje do omawianego utworu) Fortepian Chopina.

Idea jest jak prostytutka – każdy może ją wykorzystać wedle woli, użyć do własnych celów. Dość brutalne porównanie, trzeba przyznać, ale czyż nie taki jest świat – brutalny?

Idea na oczach całego świata zmienia się w narzędzie zbrodni – mało takich przykladów mieliśmy w historii? Netzsche, który rzekomo (?) zainspirował faszyzm niemiecki, marksizm – żeby wspomnieć tylko o tych najbardziej współczesnych. Na pierwszym miejscu wspomnieliśmy o Niczem nie bez przyczyny – przecież jest jednym z ulubionych filozofów Różewicza. Autor wydaje się mieć jednak pretensje do filozofów, że pozwalają na takie haniebne kupczenie własnymi ideami: „a co robi filozof”. Filozofa nie obchodzą ludzkie sprawy – on odchodzi i milczy, nie patrząc za siebie.

Różewicz chyba nie do końca usprawiedliwia takie zachowanie. Ostatni strofoid jest apelem, by brać odpowiedzialność za własne słowa. Bo zbrodnią nie są idee same w sobie (to, co wchodzi do ust) – zbrodnią może być wypowiedzenie idei (to, co z ust wychodzi). Jeśli nawet nie – zbrodnią, to czymś czyniącym filozofa „nieczystym”. Tak jakby język z samej swej natury musiał skażać czystość myśli. Przypomnijmy sobie Wielką improwizację, w której Mickiewicz (ustami Konrada) ubolewa nad niemożnością pełnego oddania myśli w języku – nad tym samym głowi się Różewicz. Stąd „śmierć poezji”, stąd poetyka milczenia…

***

 

Z ust do ust

 

ideja 

ma język
piękny i pokrętny
jak wąż
w raju

z ust filozofa
wychodzi czysta
daleka
od „rzeczywistości”
jak dusza od ciała

wtedy bierze ją
na język
polityk kapłan
działacz

przeżuwa
i wypluwa na głowy
obywateli

z ust polityka
wyjmuje ideję
dziennikarz
przyprawia śliną
arogancją
prowokacją
i wydala przez środki
„masowego przekazu”

ideja rośnie w ustach
ideja sięga bruku 

wychodzi na ulicę
zatacza się
jak pijana prostytutka
na prawo i na lewo

ideja przechodzi
z rąk do rąk
na oczach
oniemiałego świata
zamienia się
w narzędzie zbrodni

a co robi filozof

on milczy i odchodzi
nie oglądając się
za siebie

jakby nie słyszał słów:

„Nie to, co wchodzi do ust,
czyni człowieka nieczystym,
ale to, co z ust wychodzi,
to go czyni nieczystym…”

Tadeusz Różewicz

Odpowiedzi: 2 to “Szkic piórem: „Z ust do ust” Tadeusza Różewicza”

  1. wataha Says:

    Panie Krzysztofie zauważam niezwykle twórcze pierwiastki talentu pisarskiego u Pana. wydaje mi się jednak,że pokusił się Pan zaiste o nader osobliwą ale dość powierzchowną analizę tego wiersza. Epicentrum jego ukryte jest gdzieś w głębszych warstwach, implikowane jest też przez pierwiastki metafizyczne, które zaobserwowałem. zachęcam do dogłębnej lektury. Ja uwiebiam Różewicza.

  2. vania Says:

    Bardzo przyjemnie sie czyta takie wpisy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: