Światy Dukaja, cz. II

15 lipca 2009

Znalazłszy podczas wakacji trochę więcej czasu niż zwykle na czytanie, przebrnąłem przez kolejne parę tekstów ze zbioru opowiadań Jacka Dukaja „W kraju niewiernych”. „Przebrnąłem” nie jest może słowem najszczęśliwszym, bo w ostateczności było to doświadczenie jak najbardziej przyjemne; jednak z drugiej strony użyłem go nieprzypadkowo.

Konstruuje bowiem Dukaj swoje historie w sposób specyficzny: wrzuca nas od razu w środek wymyślonego przezeń świata, zalewa specyficzną dla owego świata (czasem jest to wręcz wiele światów na raz…) terminologią nie trudząc się jakimkolwiek jej objaśnianiem, wprowadza postaci bez żadnej wstępnej prezentacji, po prostu każąc obserwować ich działania o nieznanych dla nas motywach. Bywa to frustrujące, bo przez pierwsze kilka-kilkanaście stron ledwo można zorientować się o co chodzi i im dłużej ów stan dezorientacji trwa, tym większą mamy ochotę rzucić książkę w diabły; na szczęście zawsze tuż przed owym kulminacyjnym momentem nieprzyjaznych uczuć daje Dukaj czytelnikowi jakąś wskazówkę, akapit przybliżający realia, jedno zdanie od którego nagle wszystko zaczyna mieć sens. I następuje cudowne składanie wszystkich informacji w całość, zazębienie słownych puzzli i oszołomienie kolejną wizją przyszłości która roztacza się przed naszymi oczyma. Frustracja zastąpiona przez zachwyt.

Nie są te opowiadania błahymi historyjkami SF, których fabuły byłyby tylko pretekstem do strzelania laserami czy wymachiwania błyskającymi mieczami. Chociaż przyznać trzeba, że widać wielką radość jaką czerpie Dukaj z umieszczania w swoich rzeczywistościach wymyślnych wynalazków, przyszłościowych rekwizytów – tego co obiecują nam dziś naukowcy, a co wciąż wydaje się bajką. Znajdą się zatem – a jakże – i lasery, i międzygwiezdne bramy, i supernowoczesne pancerze, i komputery, które z przejściem testu Turinga nie miałyby najmniejszych kłopotów. I nie zawsze owe cuda będą podporządkowane historii, czasem będzie chodziło tylko i wyłącznie o radosną, dziecięcą zabawę. Bo któż z nas nie bawił się żołnierzykami, któż nie marzył o dzierżeniu świetlnego miecza, któż nie szuka w literaturze rozrywki? Cóż, jeśli ktoś taki by się znalazł – źle trafił.

Jednak najważniejsze w tym wszystkim jest to, że owe popisy Dukajowej wyobraźni nie są sztuką samą dla siebie. Zamiast wciskać wam, drodzy czytelnicy, nic nie znaczące ogólniki jakie to w tych opowiadaniach odnaleźć możemy filozoficzne, metafizyczne i nie wiadomo jakie jeszcze rozważania, napiszę parę słów o jednym z owych opowiadań. „Ziemia Chrystusa” to wizja przyszłości, w której ludzkość nauczyła się eksplorować światy równoległe. Nie jest powiedziane w jaki dokładnie sposób – wiadomo tylko, że zgodnie z teorią chaosu alteracja jakiegoś nic nie znaczącego wydarzenia może wpłynąć na dalsze losy całego świata, że rzecz ma związek z kwantowym niedeterminizmem i że technologia ma oczywiście pewne ograniczenia (dla przykładu: znalezienie takiego alternatywnego świata nie jest proste); natomiast dokładnie nakreślone zostają implikacje polityczne i społeczne jakie owa technologia powoduje: toczą się międzyświatowe wojny, powstają jednostki wyspecjalizowane w analizowaniu i anektowaniu odkrywanych światów, rozwijają się nowe dziedziny nauki, trwa nieustanny wyścig zbrojeń i walka o nowe zdobycze. Już taka wizja sama w sobie jest ciekawa, zwłaszcza że przekonująco przedstawiona, z dbałością o wszelkie detale, mająca jakieś tam naukowe podstawy. Jednak chociażby tytuł wskazuje na to, że opowiadanie jest o czymś więcej.

Bo oto odkryta zostaje alternatywna Ziemia. Ziemia, w której Chrystus nie umarł a zaczął panować, stworzył swoje królestwo; i zapanowała powszechna szczęśliwość. Na taki świat wysłana zostaje niczego nie spodziewająca się grupa zwiadowców – jakie będzie ich zdziwienie gdy okaże się, że napotkany tubylec na pytanie czy wierzy w Boga ze zdumieniem, nie rozumiejąc o co chodzi, odpowie im, że przecież „On jest„, jakże więc mógłby w Niego wierzyć? I że rozbrajająco oznajmi im, tym cynicznym, uzbrojonym w najnowsze zdobycze techniki, zastanawiającym się jak tu ten świat podbić żołnierzom: „Ja was kocham”. Co pomyśli jeden z nich, ten dla którego człowiek to jedynie deterministyczna, uwarunkowana przez historię, środowisko i geny maszyna; jak zachowa się inny – katolik-neofita – dla którego, wydawałoby się, taki świat to spełnienie marzeń? I jeszcze: czy oczywisty dowód istnienia Boga w jednej z alternatywnych rzeczywistości implikuje Jego istnienie – mniej namacalne, ale jednak istnienie – w każdej innej? Jak w ogóle ma się Bóg do idei światów alternatywnych?

Ostateczne rozwiązanie historii skupi się na człowieku a nie – nauce czy teologii. Jednak to, jakie ono będzie – tego już zdradzać nie będę.

Światy Dukaja, cz. II

Wśród opowiadań, które przeczytałem znalazła się również Katedra, doskonale wszystkim znana dzięki Tomaszowi Bagińskiemu – ale czy na pewno? Jak się okazuje, jego nominowany do Oscara film z samym opowiadaniem nie ma wiele wspólnego – jedynie tytułową katedrę, żywokryst (budulec z którego jest zbudowana) i mniej więcej zakończenie historii – zatem po jego przeczytaniu tym bardziej docenia się wyobraźnię Tomka. Bo zainspirowany przez Dukaja stworzył coś całkiem swojego, twórczo interpretując pierwowzór.

A samo opowiadanie? Chyba w nim najdalej przesunięta jest granica momentu, kiedy wszystko staje się jasne – już miałem dać sobie spokój gdy w końcu nastąpił moment olśnienia. Ale może dlatego odniosłem takie wrażenie, że oczekiwałem czegoś bardziej zbliżonego do filmu, chciałem dostać wreszcie opis owej słynnej katedry, skonfrontować go z obrazem. Nie tak szybko jednak; jak wspomniałem wyżej – oprócz samej katedry uraczeni jesteśmy również całkiem interesującą historią, ludzkim dramatem i paroma fantastyczno-naukowymi zabawkami. Warto byłoby przeczytać nawet i bez Bagińskiego.

Na tylnej stronie okładki napisano, że Dukaj jest jednym z najciekawszych współczesnych polskich prozaików. Po tym co napisałem wyżej, chyba nie muszę dodawać, że w pełni się z tym zgadzam. Tamże widnieje też rok urodzenia pisarza – 1974. Na końcu każdego opowiadania podana jest data jego powstania; jakże niesamowitym jest fakt, iż większość z nich napisał w wieku lat około dwudziestu. Geniusz?